1 lip 2015

0. State of Grace

http://chapter-ten.blogspot.com/2015/06/state-of-grace.html

PROLOG

– Proszę wstać. Sąd idzie – powiedział policjant stojący w rogu pomieszczenia. Wszyscy obecni na sali sądowej posłusznie wstali i przyglądali się niskiemu mężczyźnie, który w towarzystwie dwóch wyższych mężczyzn, ubranych w togi, wchodził wolnym krokiem na salę sądową.
Wszyscy byli zaciekawieni jaki werdykt zostanie ogłoszony i jaka kara spotka dwójkę młodocianych przestępców, którzy właśnie zostali oddani wymiarowi sprawiedliwości. Wszyscy mieli przejęte miny, wszyscy oprócz wytatuowanego chłopaka o średnim wzroście, który z założonymi rękami stał, patrząc z obojętną miną na biurko, które było przed nim. Zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na to, co dzieje się przed nim. Kompletnie nie słuchał kierowanej do niego mowy końcowej. Był pogrążony we wspomnieniach.
– Co ty robisz? – krzyknął Michael, uderzając ręką o maskę rozdzielczą. – Zatrzymaj się!
– Nie mogę, mam prochy – odparł zdenerwowany Justin, dodając gazu.
– Oni by cię nawet nie sprawdzili, a teraz dałeś im powód do przeszukania – warknął rozwścieczony Michael, wysoki chłopak z burzą ciemnych włosów na głowie.
Pędzili podmiejską drogą w czarnym, sportowym wozie. Pech chciał, że natrafili na patrol drogowy, który próbował ich zatrzymać za zbyt szybką jazdę. Justin, który prowadził, postanowił się nie zatrzymywać i uciec policji, niestety to nie było takie proste.
– Zamknij się Michael i lepiej zapnij pasy – warknął Justin, nie spuszczając wzroku z jezdni. Sam jedną ręką zapiął swój pas bezpieczeństwa i po raz kolejny docisnął pedał gazu.
– Kurwa, jesteśmy w dupie! Jak nas złapią to siedzimy, idioto! Za szybka jazda, kradziony wóz, prochy i do tego ucieczka przed policją! – krzyczał spanikowany Michael. – Ty skończony debilu! Trzeba było dać im się sprawdzić, wtedy nie mielibyśmy takich problemów!
– Sprawdzić? Ty sobie żartujesz? Zatrzymaliby nas za kradziony wóz – mówił przejęty Justin. – Teraz przynajmniej mamy szansę im zwiać.
– Kradziony wóz różni się od kradzionego wozu, prochów i ucieczki – warknął Michael, przytrzymując się uchwytu nad głową.
Nagle ni stąd, ni zowąd, pojawiło się kilka samochodów policyjnych torujących im drogę. Justin w ostatniej chwili zdążył się zatrzymać, unikając kolizji. Jeszcze tego by brakowało: wjechanie w samochody policyjne.
Młody chłopak, słysząc swoje nazwisko na sali sądowej, otrząsnął się z zamyślenia i wsłuchał w skrzekliwy głos siwego sędziego.
– Biorąc pod uwagę młody wiek i to, że to był pierwszy pana Justina Biebera zatarg z prawem, za ucieczkę przed policją sąd skazuje pana na sto godzin prac społecznych w ośrodku, który przydzieli panu kurator. Za kradzież samochodu sąd skazuje pana na karę grzywny w wysokości trzech tysięcy funtów, a za posiadanie niewielkich ilości narkotyków, sąd skazuje pana na karę grzywny w wysokości dwóch tysięcy funtów, a także na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
Justin ponownie odpłynął w otchłań swoich rozmyślań. Z jednej strony żałował, że uciekał wtedy przed policją, ale z drugiej strony niezmiernie się cieszył, że to wszystko skończyło się jedynie grzywną, jakimiś pracami społecznymi i zawieszeniem. Mogło być gorzej, mogło być od razu więzienie – tego się najbardziej obawiał. Ale teraz, po usłyszeniu wyroku, kamień spadł mu z serca. Jest wolny i nadal może robić co mu się żywnie podoba. A grzywna? Taka suma dla niego to pikuś. Z dilerki w jeden dzień potrafi więcej wyciągnąć, więc pięć tysięcy funtów w jedną czy w drugą stronę nie robi mu zbytniej różnicy.

***

– Dzień dobry, mogę w czymś pomóc? – Młoda ekspedientka skierowała pytanie do mojej mamy, gdy przyglądałyśmy się butom na wystawie sklepowej.
– Właściwie tak – odparła mama bez zastanowienia. – Szukam jakichś butów w rozmiarze 4*.
– To dla mnie buty, więc ja wiem lepiej, co chcemy kupić – warknęłam rozdrażniona.
Co wyjście do sklepu powtarza się ten sam motyw: ekspedientki i kasjerki zwracają się tylko do osoby mi towarzyszącej, jakbym ja była niespełna rozumu, jakbym nie mogła sama decydować o swoim życiu. To jest męczące, ale przestałam już na to zwracać uwagę. Lata przyzwyczajeń robią swoje.
– Jakiś konkretny model panią interesuje? – zapytała speszona ekspedientka, już zwracając się personalnie do mnie. O dziwo była bardzo uprzejma, ale w sumie jej za to płacą, więc to normalne, że musi być miła dla wszystkich klientów sklepu. Niezależnie oni są.
– Na pewno nie na obcasie – zaśmiałam się nerwowo.
– A może jakiś konkretny kolor panią interesuje? – zapytała, podchodząc do półki z półbutami.
– Czarne albo... czarne – odparłam, po krótkim namyśle. Tym razem czarne buty mnie interesują. Chciałabym mieć coś w neutralnym kolorze, pasującym do wszystkiego.
– No więc z czarnych w rozmiarze 4 mamy... – zaczęła, kładąc na podłodze przede mną pudełka z różnymi czarnymi butami.
Nagle przestałam zwracać uwagę na to, co robi i mówi ekspedientka, ponieważ usłyszałam strzępy zdania, które wypowiedziało jakieś dziecko, przymierzające buty nieopodal.
– Mamo, dlaczego ta pani kupuje buty, skoro nie może chodzić?
W tym momencie mój świat się zawalił. Po raz dziesiąty w tym tygodniu, a dopiero jest środa.
– Dziękuję pani... Ja jednak nie będę mierzyła żadnych butów – odparłam szybko ze łzami w oczach.
– Grace**, co się dzieje? – zapytała moja mama, która stała obok mnie, wyciągając z pudełka pierwszą parę butów.
– Mamo, jedziemy do domu – powiedziałam podenerwowana.
– Nie przejmuj się tym Gracie*** – pocieszyła mnie, kucając przy moim wózku inwalidzkim. Najwyraźniej słyszała uwagę małego chłopca.
No tak, moja mama od kilku lat ma wyczulone wszystkie zmysły, uważa na mnie i stara się wyeliminować wszelkie zagrożenie z mojego życia. I te fizyczne i psychiczne.
– Ale to prawda, mamo... – szepnęłam, starając się zatrzymać łzy, które napływały mi do oczu.
Ekspedientka przestała wyciągać buty z regałów i odeszła w głąb sklepu, zostawiając nas same.
– Po co mi nowe buty, skoro nie mogę chodzić? Po co w ogóle mi nowe ciuchy jak i tak nie mam komu się w nich pokazać? – odparłam rozgoryczona. Dlaczego ludzie wciąż mi robią takie uwagi? Powoli zaczynam wierzyć, że to co mówią, jest prawdą.
– Grace, rozmawiałyśmy już na ten temat wiele razy, a teraz przestań się mazać i ściągaj adidasy, bo musisz przymierzyć jakieś nowe buty – powiedziała stanowczo, a ja oczywiście znowu nie miałam nic do gadania.
Najpierw rozwiązałam sznurówki starych butów, a później z nie małą trudnością, zsunęłam je z bezwładnych stóp. Adidasy w nieładzie wylądowały na ziemi. Mama od razu przykucnęła przy mnie i zaczęła mi zakładać nowe buty. Już dawno oduczyła się pytać: „Wygodne?”, „Nie za ciasne?”, „Nie za duże?”. Przecież nic nie czuję, więc mi to obojętne czy te buty by mnie uciskały, czy by były tak luźne, że spadałyby same z moich stóp. Jedyne pytanie mojej mamy brzmi: „Podobają ci się?” – tylko na to mogę jej odpowiedzieć. Inne kwestie w wyborze butów pozostawiam jej. To ona kontroluje to, czy nowe buty nie są za ciasne, czy dobrze leżą mi na nogach i czy podeszwa nie będzie się ześlizgiwać z podpórek na nogi, które mam w wózku.
– Podobają ci się? – Spodziewałam się tego pytania. 
Siedziałam smutna na wózku, opierając się o oparcie, w taki sposób, że nie byłam w stanie zobaczyć swoich stóp, ale mimo to powiedziałam:
– Ładne. Mogą być.
– Grace, pytam poważnie. Jeśli ci się nie podobają, to wybierzemy inne – rzekła rozdrażnionym głosem.
– Ja też mówię poważnie – warknęłam, patrząc mamie w oczy z poważną miną.
– Grace, nie rób scen, bo żadnych butów nie kupimy – odparła, zmęczona moimi humorkami.
– No i dobrze – mruknęłam rozdrażniona.
W mojej głowie nadal brzmiało echo zdania, które wypowiedział mały chłopiec: „Po co jej buty, skoro nie może chodzić?”.
Po co żyję, skoro nie mogę chodzić i nie mogę się sobą zająć? Po co mi takie życie?
Codziennie sobie powtarzam, że nie chcę takiego życia. Niestety Bóg mnie nie słucha i uporczywie nie chce wziąć mnie z tego świata, a miał do tego doskonałą okazję siedem lat temu.
– Grace, ja nie mam czasu, żeby innym razem iść kupować ci buty – odparła mama, po czym kucnęła przede mną i zmieniła ton z surowego na łagodny. Pogłaskała mój policzek swoją ciepłą, opiekuńczą dłonią i kontynuowała: – Kochanie, wiem, że jest ci ciężko. Doskonale wiesz, że potrzebujesz butów i obie wiemy, że musimy je dziś kupić, także proszę cię, zmobilizuj się i wybierz takie, które będą ci się najbardziej podobać. Dobrze?
Mama patrzyła na mnie z uśmiechem, a ja w odwecie patrzyłam na nią zasmuconą miną. Ona nie wszystko rozumie. Myśli, że jak jest ze mną od początku mojego... stanu, to wie co tak naprawdę chcę i czego potrzebuję? Nie. Prawda jest taka, że ona nawet połowicznie nie zdaje sobie sprawy z moich odczuć i myśli. Ona może chodzić. Nigdy nie zrozumie osoby, która jest sparaliżowana od pasa w dół.

Pół godziny później siedziałyśmy w kawiarni w centrum handlowym. Mama zamówiła sobie cappuccino, a ja sok i małe lody. To była nasza mała tradycja. Zawsze gdy wybieraliśmy się do centrum handlowego na jakieś zakupy, to mama brała mnie do kawiarni. Nie zdarzało się to często, ponieważ na zakupy wychodziliśmy mniej więcej raz na trzy-cztery miesiące, więc taki wypad na kawę i lody był miłą odskocznią od codziennej rutyny.
Teraz, gdy siedziałam w kącie kawiarni, zlewałam się z tłumem. Lubiłam takie chwile. Przechodnie, którzy widzieli wnętrze kawiarenki przez szybę, nie zdawali sobie nawet sprawy z tego, że siedzę na wózku, a nie na krześle. Wyglądałam jak normalna dwudziestolatka. Chciałabym, żeby ta chwila trwała wiecznie. Chciałabym zawsze być zwykłą dwudziestolatką.
Przyglądałam się siatce z pudełkiem, w którym były moje nowe buty. Zwykłe, czarne, wiązane półbuty. Po co mi one? Mama mówi, że muszę ładnie wyglądać jak będę jeździła na uczelnię, bo nie mogę chodzić na okrągło w trampkach i adidasach.
Moja mama myśli, że nie zależy mi na tym, aby ładnie wyglądać. Ale to nie jest prawda. Bardzo mi zależy. Co wieczór wchodzę na tumblra i oglądam zdjęcia „tumblr girl” marząc, że ja tak wyglądam, tak się ubieram i tak ślicznie wychodzę na zdjęciach. Marzę, żeby mieć szpilki. Zwykłe, klasyczne szpilki. Marzę, żeby ubrać do nich krótką sukienkę i przejść się kawałek, żeby mężczyźni się za mną oglądali z podziwem. Chociaż raz. Chociaż przez dziesięć sekund.
Oczywiście, że mężczyźni się za mną oglądają, a raczej nie tylko mężczyźni, a wszyscy ludzie, których mijam na ulicy. Ale oni nie patrzą z podziwem. Patrzą z ciekawością mieszaną z obrzydzeniem. Wszyscy są zdystansowani i boją się pokazać swoich emocji w stosunku do mnie. Jest to męczące, ale myślę, że już się do tego przyzwyczaiłam. Do wszystkiego już się przyzwyczaiłam.

* akcja rozgrywa się w Anglii
** Grace – pełne imię
*** Gracie – zdrobnienie (żebyście nie pomyśleli, że "i" jest dopisane przypadkowo) ;)

Witajcie! Mam nadzieję, że spodobał Wam się prolog mojego nowego opowiadania i zajrzycie tu na kolejne rozdziały "State of Grace", które będą publikowane co środę. Liczę na Wasze opinie w komentarzach! :)
#sogFF - tym hasztagiem   będę oznaczała tweety o moim opowiadaniu. :)
Jeśli podoba Wam się "Chaper Ten", zapraszam do obserwowania bloga. Za niedługo ruszamy z kolejnymi opowiadaniami! :) I zapraszam Was także na twittera @ChapterTen_. Mam nadzieję, że blog się rozkręci i ze strony czytelników i autorów.
Pozdrawiam i do następnego! :) xoxo

20 komentarzy:

  1. Popłakałam się już po zdaniu chłopczyka, jak tak to będzie wyglądać, to ja jestem ZA.
    Ciekawa fabuła się zapowiada, taka inna, ale jestem mega ciekawa co będzie dalej!
    Czyżbym pierwsza komentowała? :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie. The Right Man przeczytałam tylko do 11 rozdziału, zastanawiając się, czy w kolejnych rozdziałach też robisz tyle podstawowych błędów, ale ten prolog wszystko mi powiedział. Twój styl pisania jest tak dziecinny, że aż się zastanawiam, jakim cudem możesz mieć tyle lat. Rozwiń te zdania! Piszesz najprostsze, jakbyś się bała. Dodaj więcej barwnych opisów, łącz zdania w dłuższe, bardziej rozbudowane – to dodaje tekstu powagi. Twój prolog brzmi jak: Poszłam do sklepu z moją mamą. Chciałam kupić buty. Chłopiec powiedział mi coś niemiłego. Popłakałam się. Nie chciałam już kupować butów. Chciałam być jak tumblr girls. Mam wrażenie, jakbym czytała tekst od 15-latki. Albo nie. Od 12-latki.
    Ale przynajmniej zastosowałaś pauzy (to pierwsza Twoja praca z pauzami jaką widzę, co Cię do tego skłoniło?), nie ma błędów interpunkcyjnych i ortograficznych. Ze stylistycznymi trochę gorzej, ale to chyba wina Twojego stylu pisania.
    Po prologu za dużo nie wiemy, ale wydaje się, że wymyśliłaś całkiem niezłą historię. Zobaczymy jak będzie z pozostałymi częściami.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nie będzie pisała jednego zdania przez 5 linijek ! Więcej opisów? To jak zobaczy jakąś rzecz to od razu ma ją opisywać? Np. usiadłam przy dużym, zrobionym z drewna stole przy którym mogłaby się najeść 8 osobowa rodzina chrześcijańska. Przecież nie będzie dodawała opisów w każdym zdaniu.
      Szczerze mówiąc twój komentarz jest całkowicie nie na miejscu. Rozumiem może według ciebie są błędy, nie rozwija zdań i nie robi pauz. Ale tak jest tylko według ciebie . Jak widać nie do końca zrozumiałaś prolog. Nie wczytałaś się w szczegóły. No , cóż to twoje zdanie i masz prawo je wyrazić.
      A co do mnie to prolog jest ciekawy... jak na prolog. W końcu jakaś inna całkowicie fabuła od opowiadań typu "Bad Boy and Good Girl". Chociaż Justin jak widać tutaj też nie jest taki święty. Nie mogę się już doczekać 1 rozdziału. No więc do środy :)

      Usuń
    2. A i ja się wypowiem, choć zwykle tego nie robię, pomimo że czytam wszystkie komentarze.
      Po pierwsze dziękuję pannie Kurayami za konstruktywną opinię. Oczywiście wzięłam ją sobie do serca, ale z niektórymi punktami się nie zgadzam.
      1. Pauzy - zaczęłam ich używać jak się dowiedziałam jak je zrobić w programie, w którym piszę opowiadania. Niestety czasami się robiły, a czasami nie. Teraz wiem jak je zrobić, więc mam zamiar ich używać.
      2. Jeśli chodzi o styl pisania, to każdy lubi co innego. Ja osobiście nie cierpię czytać książek, które wywodzą się nad jedną błahostką przez trzy linijki, dodatkowo w jednym zdaniu. Według mnie, właśnie to zakłóca odbiór tekstu. Osobiście lubię jak książkę czyta się szybko i nie ma niepotrzebnych opisów itp. W tym co piszę, zwracam uwagę nie na otoczenie, ale na wewnętrzne przeżycia bohaterów. Właśnie na tym skupiam każde moje opowiadanie. Jak widać do tej pory dobrze na tym wychodziłam. Pisałam 3 opowiadania (to jest czwarte), i każde z nich cieszy się gronem wiernych czytelników. Jak widać im nie przeszkadza mój "infantylny" styl pisania. Jak już wspomniałam - osobiście lubię czytać tak napisane teksty, więc i tak komponuję to, co piszę.

      Usuń
    3. A, czyli wolisz czytać tekst, w którym każde zdanie to jakaś czynność? Zero opisów? Wolisz czytać: Wstałam o 7. Zjadłam śniadanie. Ubrałam się. Umyłam zęby szczoteczką i pastą. Poszłam do pracy. Spotkałam Harry'ego, który zaprosił mnie na lunch i tak minęło mi popołudnie.
      No cóż, jak wolisz. Ale większość ludzi chce się wczuć jak najbardziej w bohaterów, czego akurat tutaj nie da się zrobić, ponieważ brakuje opisów.
      Mój komentarz jest nie na miejscu? I to całkowicie? Wiesz, jakoś nie widzę tu nigdzie transparentu "Pisz tylko miłe i chwalące mnie komentarze!", więc Twój tekst jest zupełnie nie na miejscu, kochanie.
      Powiedz mi, czy ja napisałam, że opis ma być w każdym zdaniu? Nie. Więc nie przypisuj mi nie moich słów. To tak na przyszłość. A co to za opowiadanie bez opisów? Żadne. Bo opowiadanie to nie tylko dialogi i opisywanie czynności bohaterów. Nie pisałam również, aby rozpisywała się na 5 linijek – proponuję najpierw nauczyć się czytać ze zrozumieniem i dopiero wtedy kogoś bronić. :) Aby zdanie było ciekawe, czasem potrzeba więcej niż czterech słów czy pięciu – czasem potrzeba zdanie rozwinąć.
      Myślę, że Robyn jest dojrzałą osobą (a przynajmniej za taką się podaje, więc ma teraz okazję to udowodnić) i przyjmie moją uzasadnioną krytykę na klatę, zwłaszcza że jest ona jasna. Myślę też, że nie potrzebuje osób do "obrony".
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. To o pauzach nie było sarkazmem, jeśli tak to odebrałaś.
      A co do Twojej drugiej odpowiedzi... Opisy to nie tylko opisy zewnętrzne przedmiotów, osób, ale także te wewnętrzne – opisy uczuć i rozterki bohaterów. Tego również mi brakowało.

      Usuń
    5. w sumie ciekawie sie zapowiada, to moze byc fajne
      a co do komentarzu powyzej - gdzie ona tu niby tak, jak ty to napisalas? albo jestes wyczulona i lubisz jak jedna czynnosc ciagnie sie przez jedna strone albo nie mozesz wymyslec lepszego pretekstu do skrytykowania jej pracy;)

      Usuń
    6. nie ma błędów interpunkcyjnych i ortograficznych.
      LOL.

      Usuń
  3. Nie chcę wpierniczać się w komentarze wyżej, ale na prawdę nie masz się czym martwić bo JA nie uważam że Twój styl pisania jest "infantylny". Kiedy czytasz ro opowiadanie nie musisz się zastanawiać o co chodzi, jak jest niestety w wielu ff i nie musisz się co chwilę wracać do poprzednich zdań żeby na nowo ogarnąć sytuację. Uważam że powinnaś dalej pisać tak, jak robiłaś to do tej pory i być zadowolona bo piszesz naprawdę jasno, wyraźnie i bez zbędnych szczegółów. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super blog, fabuła całkiem inna od wszystkich . Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do kompletu brakuje tylko:
    *** Justin – pełne imię, czytaj: „Dżastin”
    **** Michael – pełne imię, czytaj: „Majkel”.
    Naprawdę uważasz swoich czytelników za analfabetów, nieumiejących poprawnie przeczytać imienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że zdrobnienie "Gracie" jest tak podobne do pełnego imienia "Grace", że niektórzy mogą pomyśleć, że albo robię błąd, albo nie wiem jak poprawnie napisać to imię, dlatego też postanowiłam pod spodem wyjaśnić, że nie przypadkiem w "Gracie" jest wpisane "i" na przedostatnim miejscu.

      Usuń
  6. Boże, ludzie... Wy naprawdę czepiacie się o takie głupoty? To śmieszne. Dziewczyna chcę dobrze, a wy wciskacie ją w ziemię. Jednak nie piszę tego komentarza, żeby wcinać się w dramy.

    Chciałam powiedzieć, że to opowiadanie zaczyna się naprawdę interesująco! To, że masz talent wiedziałam już od dawna, bo jesteś jedną z niewielu autorek, jakich prace czytam. Pomysł jest genialny i oryginalny! Twój styl pisania jest dobry i tak jak ty wspomniałaś u góry, ja też nie lubię zbyt długich opisów, bo zwyczajnie mnie one nudzą. A hejterzy? Oni zawsze się znajdą, więc nie ma co się przejmować. Sama piszę i wiem jak to jest. Czasami tacy zawistni ludzie potrafią zepsuć humor. A im większy sukces osiągniesz, tym wiecej ludzi bedzie ci zazdrościło.

    Kończąc, ja jestem twoją fanką. Będę czekała na kolejne rozdziały. Zastanawiam się również nad zgłoszeniem się do Chapter Ten ;) po skończenie "Zdrajcy", chce pisac cos jeszcze, wiec... Kto wie ;)

    Buziaki xx
    bad blood x

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz został usunięty ponieważ był obraźliwy. Akceptujemy tylko konstruktywną krytykę.

      Usuń
  8. Chyba już to pokochałam czy jest możliwość byś informowała mnie o kolejnych rozdziałach na tt? @believeucanx3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "Chapter Ten" jest tyle pracy, że nie mamy nawet czasu nikogo informować. Wszystko jest napisane w zakładce po lewej stronie, a rozdziały "State of Grace" są publikowane co środę. Pozdrawiam i zapraszam także do czytania innych opowiadań na "Chapter Ten". :)

      Usuń
  9. Zapowiada się ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszyscy byli zaciekawieni jaki werdykt zostanie ogłoszony
    Przecinek przed jaki.

    wysoki chłopak z burzą ciemnych włosów na głowie
    Dobrze, że sprecyzowałaś, bo tak, to bym pomyślała, że chodzi o włosy pod pachami. ;D

    Jak nas złapią to siedzimy
    Przecinek przed to.

    zwracając się personalnie do mnie.
    Bezpośrednio, nie personalnie.

    Niezależnie oni są.
    Niezależnie od tego, kim są.

    Nie przejmuj się tym Gracie
    Przecinek przed Gracie. // Sens odnośników przy imionach pominę milczeniem, ale to wygląda, jakbyś miała swoich czytelników za dość mało inteligentne osoby...

    I te fizyczne i psychiczne.
    Przecinek przed drugim i.

    Po co w ogóle mi nowe ciuchy jak i tak nie mam komu się w nich pokazać?
    Przecinek przed jak.

    później z nie małą trudnością
    Niemałą.


    Na podłodze. No, chyba że to nie był sklep, ale jakiś stragan na klepisku. ;)

    więc mi to obojętne czy te buty by mnie uciskały
    Przecinek przed czy.

    opierając się o oparcie, w taki sposób
    Zbędny przecinek.

    także proszę cię
    Także, które znaczy również =/= tak więc.

    Mama patrzyła na mnie z uśmiechem, a ja w odwecie patrzyłam na nią zasmuconą miną
    Z zasmuconą miną.

    to wie co tak naprawdę chcę
    Przecinek przed co.

    Zawsze gdy wybieraliśmy się do centrum handlowego na jakieś zakupy
    Wybierałyśmy. Przecież jeździła z mamą, a obie są kobietami. // Przecinek przed gdy.

    Przyglądałam się siatce z pudełkiem
    Torbie. Chyba że faktycznie to była plecionka.

    muszę ładnie wyglądać jak będę jeździła na uczelnię
    Przecinek przed jak.

    Co wieczór wchodzę na tumblra
    Brak wielkiej litery w nazwie własnej.

    oglądam zdjęcia „tumblr girl” marząc
    Oddzielający imiesłów przecinek przed marząc.

    Oczywiście, że mężczyźni się za mną oglądają, a raczej nie tylko mężczyźni, a wszyscy ludzie, których mijam na ulicy. Ale oni nie patrzą z podziwem. Patrzą z ciekawością mieszaną z obrzydzeniem.
    Nie znam nikogo, kto by się wpatrywał w ludzi na wózkach, o obrzydzeniu nie wspominając. Co za piramidalna bzdura. I do tego rozpowszechnianie jakichś szkodliwych stereotypów, jakoby zdrowi ludzie gardzili inwalidami.

    boją się pokazać swoich emocji w stosunku do mnie.
    Swoje emocje.

    Za niedługo ruszamy
    A to co za (po)tworek? Po prostu Niedługo ruszamy (...).

    blog się rozkręci i ze strony czytelników i autorów.
    Przecinek przed drugim i.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, coś mi się nie skopiowało:

      Adidasy w nieładzie wylądowały na ziemi
      Na podłodze. No, chyba że to nie był sklep, ale jakiś stragan na klepisku. ;)

      Usuń

Followers