6 lip 2015

0. Zagubiona dusza

http://chapter-ten.blogspot.com/2015/06/zagubiona-dusza.html

Prolog


Pokój jest mały, zawalony dużą ilością niepotrzebnych rzeczy, gdzie łóżko zajmuje praktycznie połowę miejsca, a zsunięta do połowy roleta przepuszcza pojedyncze promienie słoneczne w miejscu, gdzie kończy przysłaniać okno. Światło tańczy na ścianach pokoiku, co sprawia, że nawet kartony po pizzy dopełniają tę scenerię w sposób całkiem przyjemny dla oka. Przynajmniej zmrużonego. Moja głowa przepełniona jest rozrzuconymi myślami, a umysł stara się odnaleźć ciszę. To jedyny poranny cel, spokojne dziesięć minut, by dojść do siebie po wczorajszym dniu, nocy i jeszcze tej nocy poprzedzającej wczorajszy dzień. Mógłbym jeszcze spać, gdyby nie to całe poranne słońce. Woła mnie, jakby prosząc, bym zwrócił na nie uwagę. Zrobiłem to. Chcąc, czy nie, jest to przyjemne.
Ulica pod dzielnicą idzie prosto, aż wreszcie przecina teren zabudowany równie brzydkimi dzielnicami jak ta, w której mieszkam. Stałem w koszulce Nirvany, która nie miała bliższego spotkania z żelazkiem od bardzo długiego czasu. Stałem i drapałem się po ramieniu, mrużąc oczy cieszyłem się ranną pogodą. Kątem oka dostrzegłem małą niebieską zapalniczkę, która szybo trafiła w moje dłonie, by za chwilę podpalić trzymanego w ustach papierosa. Nim to zrobiłem, otworzyłem butelkę Coli i wziąłem kilka dużych łyków. Powoli nabrałem rześkości, choć wiem, że dopóki nie zapalę i nie wypiję kubka kawy, nie zrobię nic bardziej sensowniejszego od podejścia pod okno.
Stałem tyłem do okna, które było już lekko uchylone, spoglądając na roznoszący się po pokoju dym papierosa. W lekkich promieniach słońca wygląda jeszcze lepiej niż z wieczornego widoku, do którego przywykłem. W głębi duszy czułem wielki niedosyt po wypaleniu tylko jednego papierosa, jednak nie sięgnąłem po następny. Przedarłem się przez zawaloną ciuchami podłogę, aż ponownie trafiłem do łóżka, które wydawało się teraz najlepszym wyjściem. Pieprzyć kawę i powrót do normalnego stanu. Jedyne co potrzebowałem tak bardzo jak kolejny papieros, to tylko krótka godzina snu, więc położyłem się i zamknąłem oczy, czekając aż sen sam ponownie przyjdzie.
Przytuliłem się do leżącej obok brunetki, która drgnęła pod wpływem zimnego dotyku moich dłoni. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie, że jest ktoś, kto również cieszy się z mojej bliskości. Uniosłem się i podparłem na łokciu, prawą ręką odgarniając włosy z twarzy Shay. Dziewczyna ponownie drgnęła, tym razem odwracając się w moją stronę, powoli otwierając oczy. Na jej twarz wkradł się lekki uśmiech, przez który moje serce zabiło dużo szybciej. Nawet zaspana wygląda idealnie.
– Która godzina? – zapytała, przecierając dłońmi oczy.
– Możesz jeszcze spać – powiedziałem, łapiąc jej dłoń i delikatnie ją całując. Brunetka zachichotała, uderzając mnie lekko w klatkę.
– Co, jeśli nie chcę spać? – Jej zadziorny ton głosu lekko mnie zdekoncentrował, a figlarny uśmieszek naprowadził na właściwą drogę.
Zaśmiałem się, gdy Shay pchnęła mnie, bym swobodnie położył się na plecach. Jej ciało szybko znalazło się na moim. Siadając okrakiem pochyliła się nade mną i złożyła szybkiego całusa w usta. Moje dłonie od razu powędrowały na jej biodra, które poruszały się prawie niezauważalnie na moim penisie. Wiedziałem, że jeżeli dalej tak będzie, dzisiejsza zabawa szybko się skończy.
– Nie powinnaś iść do pracy? – zapytałem, wpatrując się w jej piersi. Brunetka przecząco pokiwała głową, po czym wsunęła dłonie pod moją bluzkę, by łatwiej ją ściągnąć.
– Mam dziś wolne – powiedziała, zadziornie się uśmiechając. Przerzuciłem ją pod siebie i rozsunąłem jej nogi swoimi.
– Idziesz do pracy – odparłem, złączając nasze usta.
Jęknąłem, porzucając zamiar odnośnie dalszego spania i opuściłem łóżko, podchodząc do okna, gdzie z otworzonej paczki wyjąłem papierosa i szybko go odpaliłem. Wziąłem kilka mocnych zaciągnięć, po czym usiadłem na parapecie, przyglądając się nagiemu ciału Shay. Dziewczyna stała przede mną, powoli zakładając na siebie ciuchy. Wiedziałem, że to jej sposób na zwrócenie mojej uwagi, ale wiedziałem również, że nie mogę się dziś poddać. Oboje mamy obowiązki i oboje nie możemy ich odkładać dla chwili przyjemności, która swoją drogą, byłaby czymś w rodzaju napoju energetycznego.
– Słabo się starasz – powiedziałem, jednocześnie wypuszczając z ust przetrzymywany kilka sekund dym. Shay podeszła do mnie, przejmując papierosa zaciągnęła się i całą zawartość wydmuchała prosto w moją twarz. Zaśmiałem się, wiedząc co to oznacza. Tym razem ja wygrałem i czuję się z tym bardzo dobrze.
Rozejrzałem się po pokoju, by znaleźć jakieś spodnie. Nie jest to jednak tak łatwe, jak powinno być. Podłoga jest zawalona różnego rodzaju ciuchami, ale nie widzę tu nic, co przypominałoby moje spodnie. Schodząc z parapetu zbliżyłem się do Shay i przytulając się do jej pleców, lekko zagryzłem jej ucho, uzyskując w odpowiedzi stłumiony chichot. Klepnąłem ją w tyłek, po czym szybko przeszedłem do łazienki.
Dzień dopiero się zaczął, ale wiedziałem, że nie skończy się zbyt szybko.
Po skończonym prysznicu opuściłem toaletę i wróciłem do pokoju, ale dziewczyny już nie było. Domyśliłem się, że jednak wyszła do pracy, więc w spokoju zacząłem przygotowywać się do zrobienia tego samego. Nie byłem w dobrym humorze, by siedzieć za biurkiem i słuchać zażaleń ludzi, którym przeszkadza zakupiony kilka dni wcześniej przedmiot, ale jakoś zmusiłem się do opuszczenia mieszkania, gdy ubrałem odpowiednie ubrania. Pamiętając o tym, by zakluczyć drzwi, zszedłem do podziemia, gdzie znajdował się mój samochód. Pospiesznie do niego wsiadłem, kiedy zauważyłem jak późno już było. Nie ma szans, że się nie spóźnię.
– Cholera – zakląłem, zauważając samochód blokujący mi wyjazd.
Uderzyłem dłońmi w kierownicę, by potem opuścić pojazd i szybko wybiec na ulicę, gdzie mógłbym złapać jakąś taksówkę. Wydawało się to całkiem proste, gdyby tylko któryś z taksówkarzy reagował na machającego w ich kierunku chłopaka. Zrezygnowany kopnąłem stojący obok mnie śmietnik, po czym zacząłem pospiesznie iść. Skoro byłem już spóźniony, nie obchodziło mnie jak wielkie to spóźnienie będzie.
Kiedy wreszcie dotarłem do wielkiego biurowca, minęła prawie godzina, tak więc kolejka przy moim biurku jest już pewnie ogromna. Zdjąłem marynarkę i powiesiłem ją na wieszaku obok krzesła, po czym zwyczajnie zignorowałem stojących ludzi i udałem się do miejsca, w którym spokojnie zrobię sobie kubek gorącej kawy, która w minimalny sposób pomoże mi przetrwać ten dzień.
– Ashton, co ty do cholery wyprawiasz? – Usłyszałem za swoimi plecami głos szefa, który na pewno nie należał do najmilszych.
– Właśnie robię kawę, może też chcesz? – Obróciłem się w jego kierunku z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
– Jeśli chcesz zachować posadę, lepiej zaraz posadź swoją dupę przed tym pieprzonym biurkiem i spraw, że kolejka, która tam jest, zniknie w ciągu kilku minut. – Jego gniewny wyraz twarzy ani trochę nie zrobił na mnie wrażenia, co więcej – rozbawił mnie.
– Zaraz – odpowiedziałem, gdy zacząłem zalewać kubek wrzątkiem. Poczułem szarpanie za rękę, co sprawiło, że wszystkie emocje skumulowały się i wybuchły. – Ty pierdolony psychopato, myślisz, że kim do chuja jesteś?! – wrzasnąłem, gdy poczułem jak okropnie gorąca woda wylewa się na moje ciało.
Odrzuciłem czajnik w bok i szybko wybiegłem do toalety, gdzie zdjąłem spodnie, a następnie wykręciłem numer do szpitala. Nie zamierzałem tego lekceważyć, a bez samochodu nie mogłem zrobić nic na własną rękę. Kiedy jakaś kobieta odebrała, spokojnie wyjaśniłem jej co się stało i wysłuchałem instrukcji, jakie mi podała, a gdy się rozłączyłem, wszystko dokładnie wykonałem, czekając na przyjazd sanitariuszy. Nie trwało to długo, ale skóra już dawno zdążyła się zaczerwienić i byłem prawie w stu procentach pewny, że w dwóch miejscach powstały małe pęcherzyki.
– Skurwiel – powiedziałem, gdy wynoszony przez funkcjonariuszy minąłem szefa. Nie wyglądał jakby się tym przejął, uśmiech na jego twarzy mówił zupełnie co innego – cieszył się z zaistniałej sytuacji, ale jeszcze nie wie, jak wielkie odszkodowanie będzie musiał mi zapłacić, gdy oddam sprawę w ręce sądu.
Czas, który spędziłem w szpitalu, podczas gdy dwie pielęgniarki opatrywały moje rany, niesamowicie się dłużył. Zabroniono mi użyć telefonu, kiedy chciałem poinformować Shay o tym co się stało, więc musiałem czekać, aż w końcu skończą i będę mógł zrobić to, co od dawna chciałem. Wiedziałem, że dziewczyna będzie się niepokoić, gdy nie wrócę do mieszkania o tej godzinie, o której zwykłem już wracać, dlatego nie zamierzałem pozostawić jej z milionem pytań.
– Przepraszam, długo jeszcze? – zapytałem młodszej kobiety, która obecnie pisała coś w mojej karcie pacjenta.
– W zasadzie to już skończyłyśmy – odpowiedziała, a na jej twarz wpłynął przyjazny uśmiech.
– Więc mogę teraz użyć telefonu? – Sięgnąłem do kieszeni, w której ostatnim razem schowałem urządzenie, a kiedy przytaknęła, wyjąłem je i szybko wybrałem numer Shay.
– Byle szybko, zaraz przyjdzie lekarz. – Kiwnąłem głową, słysząc ostatnie słowa pielęgniarki.
– Jestem w szpitalu – powiedziałem, gdy Shay wreszcie odebrała.
– Och, jak mi przykro. – Usłyszałem nieznajomy głos, który należał do jakiegoś faceta. Nie podobał mi się sposób w jaki mówił. – A twoja dziewczyna leży właśnie przywiązana do mojego łóżka, chcesz zdjęcie? – zapytał, a ja od razu poczułem jak w moim ciele wszystko zaczyna ponownie buzować.
– Pierdolony sukinsynie, jeśli coś jej zrobisz...
– Jeśli coś jej zrobię, to będzie się jej to podobać, uwierz.
– Radzę ci ją zostawić – syknąłem, ściskając w dłoni pościel, na której leżałem.
– Słyszysz, Shay? Twój chłoptaś mi grozi. – Głośno się zaśmiał, a dziewczyna tylko pisnęła, prawdopodobnie dlatego, że coś jej zrobił. Słyszałem w tym pisku rozpacz i żałowałem, że nie mogłem nic zrobić.
– Nie waż się ją dotykać – wysyczałem, czując coraz większy przypływ złości.
– Och, cały czas ją dotykam. Posłuchaj, Irwin, możemy stworzyć układ. Przez następne dziesięć dni będziesz wykonywał zadania, które ci przydzielę, a gdy wykonasz ostatnie, dziewczyna będzie wolna. Co ty na to?
– Umowa stoi.
– I lepiej dla ciebie, jeśli nie wmieszasz w to policji – dodał, po czym się rozłączył.
Rzuciłem przed siebie telefonem w momencie, kiedy zza zasłony wychyliła się twarz lekarza. Ledwie udało mu się uniknąć lecącego w jego kierunku narzędzia, które na pewno uderzyłoby ze sporą siłą. Spojrzałem na niego ze skruchą na twarzy, choć emocje rozwalały mnie od środka.
– Przepiszę maść i będzie mógł pan iść. Przez kilka pierwszych dni odczuwalny będzie dyskomfort podczas poruszania, ale to minie. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto pana odbierze – poinformował mnie, sprawiając, że nieco mi ulżyło. Cieszyłem się, że nie musiałem tu zostać, bo to oznacza, że będę mógł spokojnie wykonać swoje zadania.

Witajcie! Co myślicie o prologu mojego nowego opowiadania? Mam nadzieję, że się wam podoba i pozostawicie kilka szczerych zdań w komentarzu. Widzimy się już za tydzień z rozdziałem pierwszym! xx

1 komentarz:

  1. Prolog genialny i bardzo ciekawy zabieram się do dalszego czytania ;-)

    OdpowiedzUsuń

Followers