3 lip 2015

1. Liar


First.


Powoli otworzyłam zaspane oczy, lecz od razu je zmrużyłam z powodu światła przebijającego się przez rolety. Przetarłam rękami swoją twarz i mozolnie usiadłam. Omiotłam wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Na krześle obok mojego łóżka leżała sterta ubrań, koło kosza porozrzucane były papierki po cukierkach, a na biurku stał brudny kubek, z którego wczoraj piłam kawę.
Jęknęłam przeciągle i stanęłam na białym, miękkim dywanie. Ślamazarnie podeszłam do swojej szafy, po czym wyciągnęłam z niej mój dzisiejszy strój. Postanowiłam założyć białą sukienkę o szerokich ramiączkach, którą zdobiły kolorowe kwiaty. Jej zamek znajdował się z lewej strony, a długością sięgała mi nieco nad kolana.
Z szafki, stojącej obok ogromnej szafy zabrałam szczotkę i porządnie rozczesałam swoje włosy. Kiedy skończyłam, odłożyłam trzymaną rzecz na miejsce i zajęłam się sprzątaniem pokoju. Na pierwszy rzut poszły papierki. Podeszłam do kosza, obok którego kucnęłam i zaczęłam zbierać rzeczy znajdujące dookoła niego. Przy okazji zauważyłam, że przydałoby się wyrzucić śmieci. Wyciągnęłam niebieską foliową torbę z plastikowego pudełka, okręciłam ją kilka razy, po czym zeszłam na parter.
Na podwórko wyszłam bez niczego na rękach, dlatego powitał mnie przyjemny poranny wiaterek. Oczywiście rozwiał moje włosy – z którymi i tak miałam spory problem – przez co byłam zmuszona co chwile je poprawiać. Kiedy wreszcie udało mi się spokojnie stanąć obok kontenera i wyrzucić worek usłyszałam radosny głos sąsiada.
— Dzień dobry, panienko!
Odwróciłam się i zobaczyłam pana Anthony'ego Jenkinsa. Jak zwykle ubrany w jeansy, koszulę w kratę i kamizelkę uśmiechał się do wszystkich serdecznie. Mimo że z każdym dniem miał coraz mniej sił, a na jego twarzy pojawiało się po kilka zmarszczek więcej, to zawsze radośnie wszystkich witał oraz – choćby na sekundę – znalazł czas na pogawędkę. Uśmiechnęłam się szeroko do tego roześmianego staruszka i pomachałam do niego ręką.
— Dzień dobry, wujku Anthony! Jak tam początek dnia?
— A dobrze, dziękuję. – Staruszek uśmiechnął się pogodnie. – Jak myślisz Kate, ładna będzie dziś pogoda?
— Na pewno. A nawet jakby tak nie było, to pan wszystkim ten dzień polepszy. Do widzenia! – Pomachałam do pana Jenkinsa i już skierowałam się w stronę domu, kiedy usłyszałam krzyk Jimmy'ego.
- Katy! Katy, zaczekaj!
Podeszłam do bramki oraz z lekkim uśmiechem czekałam na dzieciaka jadącego na rowerze w moim kierunku.
— Twoja gazeta – powiedział zasapany, jednak zadowolony podał mi kolorowe pismo.
Skinieniem głowy odebrałam moją własność i nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, bądź przynajmniej podziękować chłopca nie było.
W spokoju weszłam do domu, gazetę zostawiłam na stoliku w salonie i z powrotem skierowałam swoje kroki w stronę mojego pokoju. Od razu zajęłam się sprzątaniem ubrań. Na początku podzieliłam je kolejno na bluzki, spodnie, spódnice i sukienki. Kiedy ten podział miałam za sobą wszystko ładnie poskładałam w równą kostkę, pochowałam do szafek i zadowolona podeszłam do biurka. Zabrałam z niego kubek, po czym zeszłam do kuchni. Najpierw zrobiłam sobie płatki z mlekiem, ponieważ byłam okropnie głodna, a następnie grzecznie umyłam wszystkie brudne naczynia. Zadowolona z wykonanych czynności opadłam na kanapę w salonie i włączyłam telewizję.
Skakałam po kanałach bez celu szukając czegoś, co można by było pooglądać. Jedyne programy jakie znalazłam to debaty polityczne, których nie miałam zamiaru słuchać, filmy przyrodnicze, które w tym momencie mnie nie interesowały i bezsensowne zagraniczne opery mydlane. Jednym słowem nic nie znalazłam. Na całe szczęście ktoś przypomniał sobie o tym, że ktoś taki jak ja żyje, ponieważ mój telefon zaczął wibrować. Wzięłam go w dłoń, odblokowałam, a następnie nacisnęłam palcem ikonkę wiadomości GG.
_______________________________________________________
Od: Lottie_Nortie
_______________
Do: GatetoKate
_______________

Happy B-day!!!!!
Nie myśl sobie, że zapomniałam. :P
Bardzo dobrze pamiętam, że to już dzisiaj kończysz 22 lata starucho hahaha :D
Z okazji twojego święta zabieram cię na superhiperekstra długie, oraz drogie zakupy, a wieczorkiem wyciągam na imprezę stulecia! A jak nie stulecia, to miesiąca, ale niżej nie zejdę! ^^
Szykuj się, bd po cb za 20min.
I nie ma żadnych wymówek!!!!
Nie, nie, nie!!!

Całuski!! :***

/P.S/ ubierz płaskie buty, bo coś czuję, że się dzisiaj nachodzimy hah
_______________________________________________________

Pokręciłam z dezaprobatą głową, ale grzecznie przeszłam do swojego pokoju. Ta dziewczyna nie da mi spokoju nawet na jeden dzień. Nawet w moje urodziny coś musi wykombinować. Ale od tego są przyjaciele nie? Zawsze wepchają się tam, gdzie inni nie mają prawa wstępu. Już drugi raz stanęłam przed szafą, po czym zaczęłam przeglądać całą jej zawartość. Ponieważ idę na zakupy, na dodatek z Lottie, a na dworze jest co prawda ciepło, lecz wieje, to wybór jest tylko jeden. Czarne rurki, biały podkoszulek na ramiączkach i ramoneska. Szybko założyłam na siebie ubrania i uczesałam wysokiego kucyka. W kilku krokach przeszłam do łazienki, w której zajęłam się swoim makijażem. O ile mogę tak powiedzieć o delikatnym użyciu tuszu oraz różowej pomadki.
Po piętnastu minutach byłam gotowa i siedziałam na kanapie w salonie. Wyciągnęłam przed siebie rękę, po czym zerknęłam na zegarek. Miałam jeszcze trzy minuty, dlatego postanowiłam skorzystać jeszcze z toalety. Zaraz po wykonaniu tej czynności przeszłam na korytarz.
W chwili, kiedy schylałam się po mojego pierwszego buta, usłyszałam dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko i otworzyłam wrota. Nie musiałam zgadywać, że osobą po drugiej stronie jest nie kto inny jak moja kochana przyjaciółka. Wysoka blondynka o przenikliwych niebieskich oczach pisnęła na mój widok i rzuciła się na moją szyję.
— Sto lat! Sto lat! Aaa! Moja mała Katy ma już dwadzieścia dwa lata! – Odsunęła się ode mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
— Chciałabym tylko zauważyć, że jesteś starsza ode mnie o całe trzy miesiące, co oznacza, że moje urodziny postarzają również ciebie.
Wystawiłam język w stronę przyjaciółki i wsunęłam moje bose stopy do czarnym vans'ów. Z półki stojącej obok zabrałam przepastną torbę, w której jak każda typowa kobieta miałam wszystko, ale nigdy nie mogłam nic znaleźć. Szukałam w niej klucza od domu, kiedy usłyszałam głośny śmiech Lottie.
— Co jest? – Odwróciłam się w stronę przyjaciółki z kluczem w ręce.
Charlotte nie musiała nic mówić. Wystarczyło tylko to, że się na nią popatrzyłam. Wybuchnęłam głośnym śmiechem i podeszłam do przyjaciółki. Byłyśmy ubrane identycznie. Jedyna różnica między nami była taka, że ja miałam dużą czarną torbę z różnymi przypinkami, a Lottie zamiast trampek ubrała czarne lity, natomiast ze sobą wzięła czarny plecaczek.
— My musimy być ze sobą spokrewnione – powiedziałam przez śmiech, a blondynka mi zawtórowała.
— Oj musimy – uśmiechnięta chwyciła mnie pod pachę i cały czas się śmiejąc opuściłyśmy mój dom.

•••

— Nie wiem, jak ty możesz tyle wytrzymać. Od dobrych kilku godzin chodzimy po sklepach, a ty nadal tryskasz energią. Ja jestem padnięta.
Weszłam z przyjaciółką do Starbucks'a i zajęłyśmy jeden z wolnych stolików znajdujący się najbliżej wyjścia. Wykończona postawiłam torby na krześle znajdującym się obok, po czym przeniosłam swój wzrok na przyjaciółkę siedzącą naprzeciwko mnie. Lottie uśmiechnęła się zwycięsko.
— Wymiękasz?
— Wybacz, że nie jestem tobą i nie chodzę do galerii codziennie – wystawiłam do niej język, a następnie posłałam do niej promienny uśmiech. – Jednakże muszę przyznać, że zakupy z tobą, to czysta przyjemność – dodałam.
Przyjaciółka nic nie odpowiedziała, tylko wzięła do ręki menu i je przewertowała. Siedziałyśmy w ciszy, dopóki nie podeszła do nas jedna z kelnerek.
— Panie coś zamawiają? – uśmiechnęła się do nas ciepło.
Była to szatynka o dużych piwnych oczach i krągłych kształtach. Mogła mieć nie mniej niż dwadzieścia lat. Charlotte popatrzyła się na nią, po czym odłożyła na stół kartę.
— Tak. Poproszę dwa razy cappucino oraz dwa kawałki szarlotki – uśmiechnęła się ciepło.
Kelnerka zanotowała nasze zamówienie i odeszła od stolika, a ja morderczym spojrzeniem obrzuciłam moją przyjaciółkę.
— No co? – Popatrzyła się na mnie zdumiona. – Przecież zawsze zamawiasz to samo. Wiedziałam, że dzisiaj też to zamówisz. – Wysłała całusa i uśmiechnęła się do mnie.
Westchnęłam cicho, ale musiałam przyznać jej rację. Jedyne rzeczy jakie kupuję tutaj, to cappucino oraz szarlotka. Oprócz tego przychodzę również na kawę, ale zazwyczaj biorę ją na wynos, bo śpieszę się do pracy.
— Halo! Ziemia do Kate! – Przed moimi oczami Lottie zaczęła machać ręką. – Jesteś tam, czy porwali cię kosmici?
Potrząsnęłam głową i delikatnie uśmiechnęłam się do blondynki.
— Przepraszam Charlie, zamyśliłam się. Co mówiłaś?
— Nic. Po prostu przynieśli nam zamówienia – popatrzyła się na mnie przeżuwając kawałek ciasta.
Chwyciłam do ręki łyżeczkę położoną obok talerzyka i również zajęłam się konsumpcją wypieku.
Cały pobyt w Starbucks'ie minął nam bardzo miło oraz szybko. Dużo rozmawiałam z moją przyjaciółką. Nie widziałyśmy się cały tydzień, a dla nas jest to ogromna strata. Po dobrych kilku godzinach pogawędki wstałyśmy od stolika i po zapłaceniu rachunku ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok, więc przed opuszczeniem lokalu obejrzałam się za siebie. I wtedy go zobaczyłam. Uśmiechnięty szatyn z burzą loków na głowie i hipnotyzujących zielonych oczach patrzył się w moim kierunku. Uśmiechnęłam się delikatnie, ale wtedy on odwrócił wzrok i zaczął rozmawiać – jak mniemam – ze swoimi kumplami. Cicho westchnęłam, bo był naprawdę ładny i miałam cichą nadzieję, że go poznam, ale wtedy do akcji weszła moja ukochana przyjaciółka.
— Chodź, bo do imprezy nie zostało nam dużo czasu. – Pociągnęła mnie za rękę.
Z uśmiechem popatrzyłam się na rozradowaną twarz Lottie i opuściłyśmy galerię.

•••

Stałam przed lustrem i nie wierzyłam, że dziewczyna którą widzę, to ja. Długie, zgrabne nogi, czarna, obcisła sukienka, która więcej odkrywała, niż zakrywała. Na stopy wsunięte były czerwone bardzo wysokie szpilki, złoty wisiorek z małymi rubinami zawieszony został na szyi, oraz kolczyki do kompletu. Na twarzy mocny makijaż i mój wygląd stał się gotowy. To nie byłam ja. Patrząc się w lustro widziałam inną dziewczynę będącą w moim ciele.
Z niedowierzaniem wpatrywałam się w szkło stojące przede mną. Co Charlotte potrafi ze mną zrobić? Ostatni raz poprawiłam swoje długie brązowe włosy – jedyną rzecz, która nie uległa tak drastycznej zmianie. Jak zwykle zostawiłam je rozpuszczone, przez co delikatnie się pofalowały. Westchnęłam głęboko i zeszłam na parter. Norton za chwilę powinna u mnie być. Po wyjściu z galerii umówiłyśmy się, że to ona załatwi transport do klubu GoGo.
Tak jak obiecała o godzinie dwudziestej usłyszałam dzwonek do drzwi. Musiałam przyznać, że moja przyjaciółka prezentowała się równie efektywnie jak ja. Ubrana była w czarną krótką i rozkloszowaną spódniczkę, do tego założyła top w panterkę włożony do środka, a na ręce miała zarzuconą różową marynarkę. Chyba nie muszę mówić, że na nogi założyła lity? Ona chodzi w nich wszędzie.
— No, no, no. Kaithleen, wyglądasz zniewalająco. – Lottie uśmiechnęła się do mnie szeroko, po czym mocno przytuliła.
— I tak ty wyglądasz lepiej – odpowiedziałam, w tym samym czasie zakładając moją niezastąpioną ramoneskę.
— To ty jesteś solenizantką i to ty masz dzisiaj błyszczeć. Nie ja.
Odpowiedź blondynki zbiła mnie nieco z pantałyku, dlatego nic nie powiedziałam, tylko zamknęłam drzwi na klucz.
— To z kim dzisiaj jedziemy? – zerknęłam na przyjaciółkę.
— Z moimi bratem. – Charlotte wywróciła oczami, na co się zaśmiałam i ruszyłam w stronę srebrnego BMW.
— Cześć, Mike. – Uśmiechnęłam się w stronę szatyna, zaraz po tym, jak zajęłam tylne miejsce w samochodzie.
— Elo, elo Kate. Czyżby to dzisiaj były twoje dwudzieste-drugie urodziny? – chłopak zerknął na mnie w lusterku, a ja delikatnie kiwnęłam głową.
— W takim razie wszystkiego najlepszego. – Uśmiechnął się do mnie ciepło.
Cicho szepnęłam dziękuję i odebrałam małą paczuszkę z rąk szatyna. Powoli ją otworzyłam i zobaczyłam śliczną złotą bransoletkę z moim imieniem.
— Dziękuję. – Szeroko uśmiechnęłam się w stronę kolegi.
— Nie ma za co.
— Przepraszam? – Do naszej rozmowy wtrąciła się Lottie. – Możemy już jechać?
— Tak, już. Nie złość się tak. Złość piękności szkodzi. – Uśmiechnięty Mike odpalił samochód, a jego siostra pokazała mu język.
Zaśmiałam się na tę przekomarzankę. Właśnie w takich sytuacjach żałowałam, że jestem jedynaczką. Ale cóż. Miało to i swoje plusy. Pod klub dojechaliśmy w kwadrans. Grzecznie podziękowałyśmy za podwózkę i w iście zabawowych humorach przekroczyłyśmy próg lokalu.
Pierwszą rzeczą jaką poczułam, była woń alkoholu i potu. Musiało minąć kilka minut zanim się przyzwyczaiłam. Ruszyłam za przyjaciółką, aby bez problemu dojść do baru. Na sam początek wypiłyśmy po drinku, a następnie rzuciłyśmy się w wir tańca.
I tak minął mi cały wieczór. Trochę piłyśmy, trochę tańczyłyśmy, a impreza była przednia.
— Kate musimy już iść. Mike po nas przyjechał – krzyknęła mi do ucha Lottie.
— To ja tylko skoczę siku – odpowiedziałam.
Blondynka pokiwała głową, a ja zaczęłam przepychać się przez tłum w stronę mojego wybawienia. Zanim dotarłam do damskiej łazienki minęło trochę czasu, a mnie chciało się coraz bardziej. Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć do obranego celu jak burza wpadłam do jednej z kabin.
Z wielkim uczuciem ulgi wyszłam z toalety i skierowałam się w stronę czekającej na mnie Norton, jednak ktoś mnie zatrzymał. Odwróciłam się w stronę tego ktosia, po czym zobaczyłam tego samego szatyna, który patrzył się na mnie w kawiarni. Zielonooki puścił mój nadgarstek i uśmiechnął się do mnie.
— Cześć. Jestem William. – Chłopak wyciągnął w moją stronę swoją dłoń.
— Cześć. Kaithleen. – Uścisnęłam ją.
— Co robisz tutaj sama?
— Tak właściwie, to przyjechałam tutaj z przyjaciółką. – Wskazałam rękę na czekającą blondynkę. – A ty? – krzyknęłam tak, aby chłopak usłyszał. Ta muzyka jest strasznie głośna.
— Przyszedłem z kolegami olać wygrany mecz.
— Posłuchaj William, bardzo miło mi się z tobą rozmawia, ale bardzo mi się śpieszy.
Po mojej wypowiedzi chłopak tak jakby trochę posmutniał.
— Szkoda... A może dasz mi swój numer? Spotkalibyśmy się kiedyś i pogadali. Na przykład jutro co? – Na twarzy szatyna, pojawił się nikły uśmiech.
— Jutro raczej nie, ale pojutrze? Czemu nie? Gdzie ci go zapisać? – Z uśmiechem na ustach popatrzyłam się na Will'a.
Chłopak podał mi długopis i wystawił w moim kierunku nadgarstek, na którym zapisałam ciąg cyferek. Uśmiechnięty odebrał ode mnie swoją własność.
— To do zobaczenia pojutrze. – Cmoknął mnie w policzek i zniknął pośród tłumu.
Rozglądałam się na boki szukając go wzrokiem, ale moje poszukiwania spełzły na niczym. Wzruszyłam ramionami i podeszłam do przyjaciółki.
— Co cię tak długo nie było?
— Poznałam takiego jednego chłopaka. – Uśmiechnęłam się tajemniczo i przygryzłam dolną wargę.
— A powiesz mi kto to jest? – Przyjaciółka popatrzyła na mnie z nadzieją w oczach.
— Może kiedyś. – Puściłam oczko do Lottie i wręcz wniebowzięta opuściłam lokal.





Cześć wam! Mam nadzieję, że rozdział pierwszy mojego opowiadania "Liar" przypadł wam do gustu i będziecie zerkać na "Chapter Ten", aby sprawdzić, czy pojawił się jego kolejny rozdział. Od razu chciałabym Wam podziękować za każdy komentarz oraz zachęcić do komentowania. To bardzo duża motywacja do pisania. Niezależnie od tego, czy jest to pochwała, czy krytyka.
Pozdrawiam i do następnego rozdziału!

2 komentarze:

  1. "Ale od tego są przyjaciele nie?"
    W takich zdaniach, przed "nie" zawsze stawiamy przecinek. To samo tyczy się "co", "co nie", "nieprawdaż", "czyż nie" itp.
    Nadużywasz słów "po czym", co nieco razi. Brakowało kilku przecinków, ale to małe niedopatrzenie, da się przeżyć. Tekst czytelny, styl lekki i przyjemny. Mieliśmy okazję zobaczyć poranne przyzwyczajenia bohaterki i zapoznać się z jej otoczeniem. Myślę, że ten tekst ma potencjał i wyjdzie z tego coś naprawdę dobrego. Gratulacje. :)
    Czekam na kolejny rozdział i mam nadzieję, że później fabuła nie stanie się nudna i przewidywalna, bo byłoby szkoda. :)
    Kurayami

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi sie to, ze Harry wypozycza Willowi tylko wyglad. :) I fajnie, ze poznali sie juz na poczatku. Troche malo wiemy z tego rozdzialu, ale juz czekam na next. :)
    Pozdrawiam, P.

    OdpowiedzUsuń

Followers