13 lip 2015

1. Zagubiona dusza


Rozdział 1


Obudziłem się wcześnie rano, głównie przez to, że nie mogłem się uporać z myślą, że moja dziewczyna jest gdzieś przetrzymywana, a jedyne co mogę zrobić, to czekać na polecenia. Z każdą upływającą minutą irytowałem się coraz bardziej, a telefon wciąż milczał. Nie wiedziałem, co ze sobą robić. Zwykłe krążenie po pokoju nic nie dawało, wręcz przeciwnie – czułem się jeszcze bardziej zdenerwowany. Ostatecznie usiadłem, ale nie na długo. Chwilę później rozbrzmiał dzwonek do drzwi, sprawiając, że gwałtownie się podniosłem i szybko pobiegłem w tamtym kierunku. Uderzyłem otwartą dłonią w ścianę, gdy zorientowałem się, że nikogo nie było, a przed drzwiami leżała mała koperta. Wziąłem ją i trzasnąłem drzwiami, po czym wróciłem do pokoju. Przez jakiś czas zastanawiałem się czy ją otworzyć i zajrzeć do środka, ale wtedy zrozumiałem, że im szybciej wykonam zadanie, tym bliżej Shay będę.
Otworzyłem kopertę, by wyjąć z niej całą zawartość. Oprócz zdjęcia jakiejś dziewczyny była zgnieciona na pół kartka. Przyjrzałem się pierw fotografii. Od razu poznałem, że była robiona z ukrycia, a dziewczyna znajdująca się na niej, prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że jest fotografowana. Wyglądała na szczęśliwą, mogłem to śmiało stwierdzić po jej pięknym i szczerym uśmiechu, którym obdarowywała idącą z nią osobę. Nie rozumiałem czemu dostałem jej zdjęcie, dopóki nie przeczytałem słów napisanych na kartce.



Amanda Stone, ma 19 lat i wisi mi sporo kasy. 


Będzie dziś cały dzień na siłowni przy 46 ulicy, pójdziesz tam i zrobisz wszystko, żeby dała Ci 5 tysięcy, dzisiaj tylko połowę. Jeśli do godziny 22 nie zobaczę koperty z kasą w Twojej skrzynce, Twoja lalunia poczuje zapach własnej krwi. 


Mam nadzieję, że się rozumiemy. 
22:00

Zirytowany uderzyłem obolałą nogą w stolik znajdujący się obok łóżka, ale przyniosło to zupełnie inny rezultat niż oczekiwałem. Wcale nie poczułem się lepiej, teraz poparzenie jeszcze bardziej dawało się we znaki, niesamowicie pulsując. Wzdrygnąłem się, kiedy dotknąłem czerwonego śladu na nodze. Maść, która została mi przepisana, praktycznie wcale nie pomagała. Nieważne, że użyłem ją dopiero dwa razy, ani trochę nie łagodziła pieczenia.
Nagle usłyszałem gdzieś za sobą dźwięk dzwoniącego telefonu. Odwróciłem się, by zlokalizować urządzenie, a kiedy wreszcie to zrobiłem, wystawiłem długą rękę i chwyciłem telefon.
– Shay – szepnąłem, widząc nazwę kontaktu, która nie znikała przez dłuższy czas.
– Mam nadzieję, że zadanie nie jest dla ciebie zbyt trudne. – Usłyszałem znów ten sam dźwięk. Wiedziałem, że mnie nie widzi, ale nie mogłem się powstrzymać od kiwnięcia głową. – Jeśli ci się uda, dostaniesz niespodziankę – dodał po chwili, podczas której ja wciąż milczałem. – Jeśli nie, nie chcesz wiedzieć co z nią zrobię.
– Dostaniesz kasę – wysyczałem, uderzając dłonią w stolik, gdy usłyszałem głośny pisk Shay. – Ale do tego czasu masz zostawić ją w spokoju – powiedziałem nieco spokojniej niż ostatnio. Koleś jedynie się zaśmiał, ale wiedziałem, że się zgodzi. Musiał się zgodzić.
– Jasne, Irwin, tylko nie zapominaj, że to ja tu dyktuję warunki! – krzyknął, po czym rozłączył się, a ja ponownie odrzuciłem telefon w miejsce, z którego go wziąłem.
Rozejrzałem się po pokoju, który ani trochę nie przypominał tego samego pokoju co wczoraj. Dzisiaj wszystko było poukładane, po podłodze nie walały się żadne pudełka ze starą pizzą, albo już puste; nie było na niej żadnych ciuchów, leżały poskładane w szafie, nawet jeśli niektóre pachniały papierosami albo wódką. Nawet roleta została podciągnięta i teraz wpuszcza do pokoju więcej światła niż przez ostatnie kilka lat. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, co potrafię zrobić dla tej dziewczyny.
Przypomniałem sobie wszystkie chwile, w których prosiła mnie, żebym wreszcie wyrzucił zbędne rzeczy walające się po podłodze, a ja wtedy tylko głośno się śmiałem, kręcąc głową. Wydawało mi się, że ten bałagan do mnie pasuje; że zastępuje perfekcyjny wystrój, z którym mam do czynienia w pracy. Myliłem się i ona doskonale o tym wiedziała. Nie raz po pijanemu moja głowa spotkała się z rogiem stolika, tylko przez to, że potknąłem się o jakąś rzecz leżącą na podłodze. Działo się tak prawie w każdą sobotę, a Shay wtedy tylko się śmiała i siadając na moich kolanach, starała się złagodzić ból kilkoma kostkami lodu. Sprawiała, że to całe gówno nabierało sensu, dlatego nie pozwolę by cokolwiek jej się stało.
Pospiesznie wstałem i narzuciłem na siebie dresy, mając nadzieję, że nie będą sprawiać mi bólu podczas chodzenia. Ponownie założyłem pogiętą bluzkę Nirvany, nie przejmując się tym, jak bardzo już śmierdziała. Kiedy skończyłem zakładać buty, chwyciłem leżące na łóżku zdjęcie oraz telefon, po czym opuściłem mieszkanie i kuśtykając zszedłem do podziemia, ciesząc się, że tym razem nikt nie zastawia mnie z obu stron i mogę spokojnie wyjechać.
Wyłączyłem radio, które włączyło się automatycznie wraz z odpaleniem silnika. Nie miałem ochoty na słuchanie tych wszystkich piosenek, które Shay tak bardzo lubiła. Musiałem się skupić i jak najszybciej dotrzeć do miejsca, w którym znajdę Amandę, ściągnę z niej dług i wracając do domu, schowam pieniądze do skrzynki, czekając na ciąg dalszy.
Uśmiechnąłem się, w duchu dziękując za autostradę, dzięki której sprawnie dotarłem na miejsce. Nie czekałem ani sekundy dłużej, po prostu wysiadłem z samochodu i skierowałem się do wejścia siłowni. Zapach potu od razu trafił do moich nozdrzy, gdy tylko przekroczyłem próg. Skrzywiłem się, ponieważ intensywność wzrastała z każdym kolejnym krokiem. Przeszedłem obok recepcji, nie fatygując się, by spojrzeć na stojącą na dużą ladą – młodą kobietę w sportowym stroju. Czułem na sobie jej spojrzenie, ale całkowicie je zignorowałem. Mogła sobie myśleć co chciała, nie przyszedłem tu na pogaduszki.
Zastanawiałem się, gdzie dokładnie znajdę Amandę. Cały budynek jest duży, a dziewczyna może być wszędzie – dosłownie. Westchnąłem i zdecydowałem się zawrócić. Jeśli ktoś miał mi pomóc w poszukiwaniu dziewczyny, mogła to zrobić tylko osoba, która zajmuje się ustalaniem zapisów. Odkaszlnąłem, kiedy blondynka nie zwracała na mnie uwagi i zajmowała się czymś w swoim telefonie. Spojrzała na mnie rozbieganym wzrokiem, aż wreszcie zdecydowała się podejść.
– Amanda Stone – powiedziałem, patrząc prosto w jej oczy, starając się ukryć zdenerwowanie, które było obecne w całym moim ciele.
– Nie wyglądasz jak dziewczyna – burknęła, powracając do swojej wcześniejszej czynności.
– To dlatego, że mam kutasa w spodniach. – Uderzyłem dłonią w szklany blat, ponownie zwracając jej uwagę na mnie. – Szukam jej i tylko ty możesz mi pomóc – dodałem po chwili, gdy znów stanęła naprzeciwko mnie.
– Nie jestem pewna, czy rzeczywiście mogę ci pomóc.
– Powiedz mi tylko, gdzie ją znajdę. Wiem, że jest tu dziś cały dzień, a ja muszę zabrać ją na ważną uroczystość – skłamałem. Zobaczyłem wyraźne zainteresowanie w jej oczach, a po chwili nachyliła się nad komputerem.
– Czy ona wie, że ją zabierasz? – Spojrzała na mnie z zadartymi ku górze brwiami.
– A czy niespodzianki się zdradza? – odpowiedziałem zirytowany jej zachowaniem. – Mogłabyś się pospieszyć? Nie mam wiele czasu.
– Jasne – syknęła, biorąc w dłoń kartkę i długopis. – Narysuję ci drogę, nie tak łatwo trafić do tej sali, sama czasem się gubię, dlatego pamiętaj, kiedy miniesz salkę fitness, skręć w lewo, a resztę drogi masz już na kartce. – Wręczyła mi mały papierek i odwróciła się, na co tylko prychnąłem i zacząłem iść w wyznaczonym kierunku.
Na moje szczęście droga nie była tak bardzo skomplikowana jak twierdziła recepcjonistka. Ucieszyło mnie to. Teraz wystarczyło tylko odnaleźć odpowiednią osobę, choć w tym tłumie podobnie wyglądających dziewczyn będzie to całkiem niemożliwe. Westchnąłem, kiedy uświadomiłem sobie, w jakim gównie się znalazłem, po czym wyjąłem z kieszeni zgniecione zdjęcie, by jeszcze lepiej przyjrzeć się tej jednej, właściwej. Nie było to zbyt łatwe, by ją rozpoznać, szczególnie, że wszystkie dziewczyny stały do mnie tyłem, a przed nimi nie było żadnego lustra. Nie wiedziałem jak mam to zrobić. Czułem się teraz jeszcze bardziej bezradny niż kilka minut temu.
Stanąłem przy wejściu i oparłem się o ścianę, a ręce skrzyżowałem na klatce. Byłoby absurdem, gdyby te dziewczyny ćwiczyły cały dzień bez przerwy, więc po prostu postanowiłem czekać, aż wreszcie zdecydują się na mały odpoczynek. Gdyby tylko odwróciły się na chwilę, sprawa byłaby już załatwiona i prawdopodobnie szedłbym za Amandą do banku po pieniądze, bo nie wydaje mi się, że dziewiętnastolatka nosi przy sobie tyle forsy. Ziewnąłem czując lekkie zmęczenie, a po chwili poczułem jak coś zimnego uderza w moją głową. Nie było to mocne uderzenie, ale na pewno zostawi po sobie ślad.
– Co do chuja? – zakląłem, odwracając wzrok w kierunku biegnącej do mnie dziewczyny.
– Przepraszam, ja... jestem tu nowa, wyślizgnęła mi się z rąk – wytłumaczyła załamującym się głosem.
Nie słuchałem tego, co mówiła. Uniosłem fotografię, by ostatni raz przyjrzeć się poszukiwanej dziewczynie, a następnie przeniosłem wzrok na odwrócone w moim kierunku nastolatki. Skanowałem każdą po kolei, od góry po sam dół, ale nie potrafiłem wypatrzyć Amandy. Dopiero wtedy coś zaskoczyło w mojej głowie. Po raz pierwszy spojrzałem na mówiącą do mnie dziewczynę, a kiedy moje przypuszczenia się potwierdziły, szarpnąłem za jej ramię, ciągnąć ją w kierunku, z którego tu przyszedłem.
– Jesteś mi potrzebna – wysyczałem przez zaciśnięte szczęki.
– Zostaw mnie! – krzyczała, jednocześnie jej wolna ręka uderzała w moje plecy, jakby myślała, że to mnie powstrzyma.
Szeroko się uśmiechnąłem, kiedy kolejny raz przechodziłem obok recepcji, a dziewczyna, która mi pomogła, obdarowała mnie nieco dziwnym spojrzeniem. Pokręciłem głową, zauważając, że sięga po telefon, a ona tak zwyczajnie zaprzestała wykonywać tą czynność. Czułem się dumny. Sprawiłem, że bezbronna i niewinna osoba się mnie boi, a nie zrobiłem nic strasznego. To naprawdę zabawne.
– Komu wisisz kasę? – zapytałem, gdy wepchnąłem ją do samochodu.
– C-co? – Spojrzała na mnie szeroko otworzonymi oczami, na co tylko się zaśmiałem.
– Zapytałem, komu wisisz kasę? – powtórzyłem, tym razem nieco głośniej.
– Musiałeś mnie z kimś pomylić – szepnęła, opuszczając głowę w dół.
– Nie rób mnie w chuja, bo przestanę być miły. – Gwałtownie chwyciłem jej ramię, powodując, że pisnęła. – Wisisz komuś sporo kasy, nie mam pojęcia jakim cudem dziewiętnastolatka się tak zapożyczyła, ale dzisiaj dajesz mi połowę, więc lepiej szybko powiedz, w którym banku trzymasz oszczędności – powiedziałem na jednym wdechu, po czym jeszcze dodałem – o ile jakieś masz.
Wzdrygnęła się i zaczęła się wiercić na siedzeniu, co powodowało wzrost irytacji w całym moim ciele. Złożyłem dłoń w pięść i wymierzyłem mocny cios w zagłówek, starając się trafić jak najbliżej jej głowy. Wystraszona spojrzała na mnie, biorąc głębokie i szybkie wdechy. Rozchyliła lekko usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale wciąż milczała.
– Zamierzasz coś powiedzieć, czy chcesz oberwać? – syknąłem, odchylając nieco pięść. – Widzisz jakie zostało wgniecenie? To samo może się stać z twoją twarzą. – Ściągnąłem brwi, ponieważ ta dziewczyna sprawiała, że z każdą upływającą sekundą wkurzałem się jeszcze bardziej i bardziej.
– Bank przy trzydziestej-dziewiątej ulicy – burknęła, a na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
Odpaliłem silnik i wyjechałem na ulicę, spotykając się z niezadowoleniem osób jadących z tyłu. Wymusiłem na nich pierwszeństwo i wcale się tym nie przejmowałem, nawet gdyby doszło do zderzenia. Jedyne co naprawdę się liczyło to uratowanie Shay, jedyny i niezastąpiony priorytet na następne kilka dni, a potem... potem zamierzam nie spuszczać z niej wzroku dopóki nie upewnię się, że zniknie osoba odpowiedzialna za jej porwanie.
– Kim jesteś? – zapytała, spoglądając zapłakanym wzrokiem w moim kierunku.
– Kimś, kogo nie chcesz wkurwiać.
– Chcę tylko poznać twoje imię – szepnęła, ponownie opuszczając głowę. – Wcześniej kto inny przychodził, był brutalny, zawsze z tego spotkania wychodziłam z siniakami. To głównie dlatego zapisałam się na lekcje samoobrony. Nie chciałam, żeby znów mnie pobił....
– Nie jestem tu, żeby słuchać twojej pieprzonej historii – przerwałem jej, z wściekłością uderzając w kierownicę. – Koleś, któremu jesteś winna kasę porwał moją dziewczynę i zamierzam zrobić wszystko, żeby ją odzyskać, nawet jeśli to oznacza, że następnym razem będę musiał cię zabić, rozumiesz?!
– Tak – odpowiedziała.
– Ashton – szepnąłem, gdy nieco opanowałem emocje. – Mam na imię Ashton.
– Czemu po prostu nie pójdziesz z tym na policję? – Wywróciła oczami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
– Bo ją zabiją.
Zatrzymałem się przy wskazanym przez dziewczynę banku i zanim wyszliśmy, ostrzegłem ją, by nie próbowała żadnych głupich sztuczek. Szedłem kawałek za nią, ale mój wzrok cały czas spoczywał tylko i wyłącznie na jej sylwetce. Przyglądałem się jak siada na małym krzesełku przed szklaną szybą i uśmiechnięta rozmawia o czymś z pracującą tu kobietą. Nagle jej wzrok spotkał się z moim, po czym tylko pokiwała głową i wstała. Kiedy odeszła, podszedłem do Amandy, chcąc wybadać o co chodziło.
– Spokojnie, poszła po pieniądze – oznajmiła, zanim mogłem cokolwiek powiedzieć. Odetchnąłem i powróciłem na wcześniejsze miejsce, czekając na rozwój wydarzeń.
Kilkanaście minut później Amanda podeszła do mnie i zamachała przed moim nosem pieniędzmi. Wziąłem je od niej, a kiedy wspólnie opuściliśmy bank, zaproponowałem, że odwiozę ją z powrotem na siłownię, ponieważ zostawiła tam swoje rzeczy. Nie chciałem, by szła pieszo. Może i miałem tylko ściągnąć z niej dług, ale nie zamierzałem narażać ją na gorsze gówna.
– Do zobaczenia – melodyjnie powiedziała, po czym zatrzasnęła drzwi samochodu.
– Oby nie – odpowiedziałem, ówcześnie otwierając szybę.
Ponownie ruszyłem w drogę, tym razem miałem już z góry określony cel i w tym momencie nie zwracałem uwagi na czerwone światła, albo pieszych idących przez jezdnię. Do wyznaczonej godziny nie zostało dużo czasu, a ja nie chciałem ryzykować. Musiałem jak najszybciej trafić do domu.
– Właśnie chowam kopertę do skrzynki – wysyczałem, stojąc naprzeciwko zielonego pojemnika.
– Dzielnie wykonałeś swoje zadanie, a to znaczy, że dostaniesz niespodziankę. – Usłyszałem męski głos po drugiej stronie słuchawki. Wzdrygnąłem się na jego dźwięk, ale nie zaprzestałem swoich czynów.
– Jaką? – burknąłem, zamykając skrzynkę.
– Pozwolę ci zdecydować – powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć, że szeroko się uśmiechał. – Możesz porozmawiać ze swoją dziewczyną, która tak bardzo za tobą tęskni. – Tym razem usłyszałem jej stłumiony pisk, co tylko mnie zirytowało. – Albo pozwolić jej nie zostać ukaraną – dokończył i cicho się zaśmiał.
– Co masz na myśli poprzez słowo kara? – zapytałem, opierając się o przeciwną ścianę.
– Mam na myśli wiele niemiłych rzeczy. Więc jak, Ashton? Co wybierasz?
Rozejrzałem się dookoła, nie wiedząc co miałbym odpowiedzieć. Chciałem powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze; że zrobię wszystko, żeby ją uratować, ale nie chciałem, żeby cierpiała bardziej niż teraz. Nie mogłem pozwolić na to, by ją karał, cokolwiek w jego słowniku to znaczyło. Musiałem ją chronić, a jeśli teraz to był jedyny sposób, nie mogłem postąpić inaczej.
– Daj jej spokój – szepnąłem, czując się bezsilny. W nerwach kopnąłem w wiszące na ścianie skrzynki, a kiedy to nie przyniosło upragnionej ulgi, wymierzyłem cios w drzwi.
– Słyszałaś? Nie chce z tobą rozmawiać. Wcale się mu nie dziwię, też bym nie chciał. – Znów się zaśmiał, po czym kontynuował: – Słuchaj, Irwin, nikt nie przyjdzie po tą forsę, jeśli będziesz tam stał.
– Robi to dla mnie, skurwysynu. – Usłyszałem głos Shay, a potem jakby ktoś ją uderzał i jej stłumiony pisk. Nigdy w życiu nie chciałem słyszeć czegoś takiego, a teraz właśnie to się stało.
– Zamknij się szmato. Wykonałeś zadanie, więc spadaj. Rano dostaniesz kolejne – powiedział, a potem się rozłączył.
Czułem, że mówił szczerze. Gdybym sam znalazł sobie takiego pionka, też nie wychylałbym się, gdyby czekał na moje pojawienie, ale także nie zastawiałbym pułapek, nie wiedząc, gdzie przetrzymuje niewinną osobę. Byłem już bezużyteczny i nic nie mogłem na to poradzić, więc zwyczajnie wróciłem do mieszkania, gdzie od razu wziąłem zimny prysznic, by nieco się otrząsnąć.
Hej. :) Mam nadzieję, że prolog Was zaciekawił i z chęcią czytaliście pierwszy rozdział. Liczę także na to, że tym razem pozostawicie kilka zdań krytyki lub pochwały w komentarzu. Już za tydzień kolejny rozdział, a w nim Ashton odkryje swoją mroczną stronę, o której nie miał pojęcia. Trzymajcie się! xx

2 komentarze:

  1. Ale sie dzieje duzo w tym ff! Wow , jestem bardzo ciekawa co stanie sie w kolejnych rozdzialach ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. O jacie Asthon taki groźny aww rozdział genialny dużo się w nim dzieję mam nadzieję że Shay nic nie zrobią chcę żeby Asthon szybko ją uratował...

    OdpowiedzUsuń

Followers