17 lip 2015

3. Liar

Third.


Zamknęłam za sobą drzwi i od razu ściągnęłam z nóg buty. Boso przeszłam do kuchni, gdzie nalałam do szklanki soku pomarańczowego. Usiadłam na wyspie kuchennej i wzięłam w dłoń nalane picie.
W trakcie mojego powolnego sączenia soku, poczułam wibracje. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i odczytałam wiadomość SMS.

Lottie: Jak tam u cb? Przeżyłaś kaca? ;)
Zaśmiałam się i odpisałam.
Kate: Tak, przeżyłam. :P Nawet byłam na randce. :3
Lottie: Co?! I ja nic o tym nie wiedziałam?!
Kate: Spokojnie hahaahahah. :D Jutro wszystko ci opowiem. ;)
Lottie: No... No dobrze. Ale ze wszystkimi szczegółami!

Po raz kolejny dzisiaj głośno się zaśmiałam. Dopiłam do końca sok, zeskoczyłam z blatu i podeszłam do zlewu. Bez pośpiechu umyłam szklankę, następnie odłożyłam ją na suszarkę i opuściłam kuchnię.
Ciepła kąpiel, którą miałam dzisiaj w planach, musiała poczekać. Byłam tak zmęczona, że postanowiłam zażyć tylko szybkiego prysznica.
Obudziłam się bardzo wcześnie, co jak na mnie było dziwne, bo jestem typem śpiocha. Niczym rasowa kotka przeciągnęłam się i ociężale wstałam z łóżka. Powoli podeszłam do szafy, z której wygrzebałam czarny crop top na ramiączkach i tego samego koloru asymetryczną spódnicę maxi. Do makijażu użyłam tuszu do rzęs, oraz pomadki, a włosy tylko rozczesałam.
Przeszłam z powrotem do swojego pokoju, po czym wzięłam do ręki telefon. Sprawdziłam która godzina i spostrzegłam, że mam jedna nieprzeczytaną wiadomość od mojego szefa.
Mr.Diggins: Dzisiaj masz wolne. Taki niespodziewany jednodniowy urlop. O nic nie pytaj.
Nie powiem, byłam zdziwiona tą wiadomością, jednak wzruszyłam ramionami i zeszłam do kuchni. W spokoju zjadłam płatki z mlekiem, później przeszłam na korytarz. Kiedy zakładałam czarne koturny, zegarek wskazywał wpół do dziewiątej. Miałam cichą nadzieję, że Lottie wpuści mnie do domu i nie będzie już spać.
Bez pośpiechu zamknęłam drzwi na klucz, a następnie ruszyłam w stronę mieszkania przyjaciółki. Ponieważ pogoda była tak dobra jak nigdy dotąd, postanowiłam, że pójdę naokoło. Powoli przeszłam do parku przez ogromną bramę. Wędrowałam ścieżką pomiędzy różnymi rodzajami drzew, zarówno iglastych, jak liściastych i podziwiałam piękno natury. Usłyszałam śmiechy, dlatego obróciłam głowę w prawą stronę. Jakieś dzieci bawiły się przy fontannie i kiedy tylko, któreś z nich zostało lekko opryskane przez wodę, radośnie piszczało. Uśmiechnęłam się na ten widok i w duchu zaczęłam im zazdrościć. Co prawda jest wcześnie, bo przed dziewiątą, ale już teraz w cieniu jest ponad dwadzieścia pięć stopni Celsjusza i każdy chciałby się ochłodzić. Dzieci musiały wyczuć, że ktoś się na nie patrzy, bo nagle się zatrzymały i odwróciły w moją stronę. Delikatnie się do nich uśmiechnęłam, a one pomachały. Ruszając dalej, odmachałam im.
Pod mieszkaniem mojej przyjaciółki byłam czterdzieści minut po moim wyjściu z domu. Nie wiedziałam, czy ją zastanę, dlatego nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam przychodząc do niej, jednak moja upartość wzięła górę. Przydusiłam dzwonek i czekałam. Po kilkunastu sekundach drzwi otworzyły się gwałtownie i moim oczom ukazał się wysoki, dobrze zbudowany brunet, o jasnych, niebieskich oczach. Uśmiechnął się do mnie ciepło i gestem zaprosił do środka.
Witaj Kaithleen. Co cię sprowadza?
Przeszłam przez próg i przeniosłam swój wzrok na chłopaka ubranego wyłącznie w spodnie dresowe.
Miałam porozmawiać z Lottie na temat mojego wczorajszego dnia.
Podążyłam za nim do kuchni. Usiedliśmy przy stole, a Alan uważniej mi się przyjrzał.
A co takiego się wczoraj stało?
Byłam na randce, a wiesz jaka jest Lottie. Zawsze chce wszystko wiedzieć.
Byłaś wczoraj na randce?! – krzyknął. – To opowiadaj jak było!
Przez reakcje bruneta wybuchnęłam głośnym śmiechem. Dobre kilka minut zajęło mi dojście do siebie.
Wiesz Alan, czasami naprawdę poważnie zastanawiam się, czy ty aby przypadkiem nie jesteś gejem.
Znowu się zaśmiałam. Chłopak zrobił lekko obruszoną minę i już miał coś powiedzieć, kiedy do pomieszczenia weszła Charlotte.
Kto jest gejem? – powiedziała, trzymając w ręce siatkę z zakupami.
Podobno ja – mruknął Al, a ja prychnęłam śmiechem.
Ty? Gejem?! – Tym razem, to Lottie zachichotała. Odstawiła zakupy na blat i od tyłu przytuliła się do swojego chłopaka.
Ty nie możesz być gejem. Nigdy nie związałabym się z kimś takim, a ty nigdy byś mnie nie okłamał. Prawda?
Blondynka przypatrzyła się brunatowi, który kiwnął głową. Szeroko się uśmiechnęła i przeniosła swój wzrok na mnie.
Chodź do mnie do pokoju. Tam mi wszystko opowiesz. Ze szczegółami – powiedziała, dziwnie poruszając przy tym brwiami.
Nic nie odpowiedziałam. Wstałam od stołu, puściłam oczko do Alan'a i ruszyłam za przyjaciółką.

W drodze do pokoju powiedziałam skąd wyszła rozmowa o gejach, a kiedy tylko dokończyłam opowieść, usłyszałam głośny śmiech dziewczyny.
Nie wierzę, że on potrafi się tak zachować. Jesteśmy razem już półtora roku, a nadal mnie zaskakuje – powiedziała przez śmiech, otwierając drzwi.
Wpuściła mnie do środka, po czym zamknęła je. Podeszłam do łóżka mojej przyjaciółki i jak gdyby nigdy nic, rzuciłam się na nie. Chwilę później Lottie leżała obok mnie. Odwróciła się na bok i uważnie przyjrzała się mojej osobie.
I jak tam na randce? – spytała.
Przeniosłam na nią swój wzrok, a za chwilę znów gapiłam się w sufit.
Było genialnie. – Uśmiechnęłam się. – Na początku poszliśmy do wesołego miasteczka. Will chciał wygrać dla mnie wielkiego misia-pandę, ale mu się nie udało i sama go sobie wylosowałam – na samo wspomnienie się zaśmiałam – następnie poszliśmy na watę cukrową i opuściliśmy miasteczko. Przeszliśmy do pobliskiego parku, rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że jest fotografem oraz, tak jak ja, uwielbia chodzić na maratony puszczane w kinach.
Popatrzyłam się na przyjaciółkę z ogromnym uśmiechem na twarzy, lecz ona się nie uśmiechała.
O co chodzi? Nie cieszysz się, że może właśnie teraz poznałam miłość swojego życia?
Will? William Bailey? – Blondynka puściła mimo uszu moje pytania i sama zapytała.
Tak... To on... – powiedziałam zdziwionym głosem. – Skąd go znasz? – Zmieniłam swoją pozycję na siedzącą i uważniej przyjrzałam się blondynce.
Miałam do czynienia z jego ojcem, Clint'em Bailey'em. Jeśli on jest taki sam jak tatuś, to mówię ci trzymaj się od niego z daleka. Bailey'ów zawsze interesowały tylko pieniądze, miłość nie istniała. Nie mówiąc o tym, że kobiety, to były tylko dobre rozrywki na jedną noc. – Blondynka przymknęła powieki.
Ale o czym ty mówisz? Skąd to wiesz? – Położyłam dłoń na ramieniu przyjaciółki.
Bo przez chwile z grozą też myślałam, że będę jedną z nich – powiedziała, a widząc moją zdziwioną minę ciągnęła dalej. Pracowałam u Clint'a jako sprzątaczka. To było jeszcze zanim cię poznałam. Na początku byłam zadowolona z tej posady. Co prawda sprzątania trochę było, jednak dużo płacił. Później jego poczynania w stosunku do mnie stały się bardziej... śmielsze. Zaczął od lekkich klapsów w tyłek, a skończyło się tak, że gdyby nie przyjaciel Alan'a, to by mnie zgwałcił. Od razu się zwolniłam, a Thomas'owi do dzisiaj jestem niezmiernie wdzięczna.
Wzrok dziewczyny mówił wszystko. Czuła do tego mężczyzny obrzydzenie i pogardę. Widziałam to w jej oczach.
Dlatego chcę cię ostrzec przed Willem – ciągnęła dalej.
Chyba nie uważasz, że on... – Weszła mi w zdanie.
Nie mówię, że jest taki sam. Może być zupełnie inny. Po prostu, chcę cię przez nim przestrzec. To twoja decyzja, co teraz zrobisz. Ja nie zakazuje ci się z nim spotykać. Chcę cię tylko uświadomić, jaki może być. – Mówiła bardzo powoli, ważąc każdy wyraz padający z jej ust.
Ja czułam, wiedziałam, że to, co od niej usłyszałam nie było jakąś bajeczką, tylko prawdą. Nic nie odpowiedziałam, tylko mocno wtuliłam się w przyjaciółkę.
Ja przepraszam, za to co powiem, ale Will taki nie jest. On jest czuły, troskliwy, zabawny, roześmiany, a przede wszystkim bardzo przyjacielski. Ja... Ja nadal będę się z nim spotykać – powiedziałam niepewnie.
Charlotte uśmiechnęła się do mnie czule, tak jak matki do swoich dzieci.
Rób co uważasz za słuszne. W końcu masz już skończone dwadzieścia dwa lata. Ale proszę cię o jedno. – Po tych słowach spoważniała. Niepewnie kiwnęłam głową, a dziewczyna zrobiła głęboki oddech. – Proszę cię uważaj na niego. Skoro nie chcesz urywać z nim kontaktu, to nie rób tego. Jednak trzymaj go jak na razie na dystans. Może jak go dalej poznasz, to przekonasz się jaki jest naprawdę. Na razie znasz go jeden dzień, więc proszę cię nie zachowuj się jak nastolatka. – Lottie popatrzyła się na mnie poważnym wzrokiem.
Dobrze. – Pokiwałam głową. – Mamo. – Chwilę później dodałam ciszej.
Charlie obrzuciła mnie wzrokiem mordercy, jednak na jej twarzy widniał ogromny uśmiech.
Mamo? To tak mi dziękujesz za pełne serca i miłości rady? Postarzasz mnie?
Blondynka rzuciła się na mnie i zaczęła mnie łaskotać. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, próbując uwolnić się spod zwinnych palców przyjaciółki. Całą tę scenę przerwał nam Alan. Stanął na środku pokoju i uważnie nam się przyjrzał.
A co wy tu robicie? Słychać was, a raczej ciebie Kate, w całym domu.
Nim Lottie ogarnęła co się stało, szybko wstałam z łóżka i stanęłam obok bruneta.
Dziękuję ci Alan. Gdyby nie ty, na pewno umarłabym tu ze śmiechu.
Zwróciłam się do chłopaka, który nic nie odpowiedział, tylko puścił do mnie oczko.
Ej, ej! Ty mi tu na moich oczach nie podrywaj przyjaciółki! – powiedziała rozbawiona Lottie. Podeszła do swojego chłopaka i przytuliła się do niego. – Po co żeś tu przyszedł?
Chciałem się spytać, czy nie chcecie iść się ze mną pokąpać w basenie. Woda jest zajebiście ciepła, a na polu też jest niezła lampa.
Popatrzyłyśmy po sobie i szeroko się uśmiechnęłyśmy.
Czy ty myślisz o tym samym co ja? – spytałam się Lottie, która na twarzy miała ogromnego banana.
PoolParty!! – krzyknęłyśmy równocześnie i po pomieszczeniu rozniósł się nasz śmiech.
Charlotte wypchała z pokoju Alan'a, po czym przeniosła na mnie swój wzrok, dziwnie poruszając brwiami. Nic nie powiedziałam, tylko ponownie się zaśmiałam. Dziewczyna chwilę pogrzebała w szafie i wyciągnęła dwa, dwuczęściowe stroje kąpielowe typu triangl. Niebieski podała mi, zaś pomarańczowy zostawiła sobie.
Przeszłam do łazienki i w spokoju się przebrałam. Gotowa stanęłam przed lustrem, aby ocenić to, jak w nim wyglądam. Strój idealnie podkreślał moją figurę. Zadowolona przeszłam do pokoju przyjaciółki, gdzie zostawiłam swoje ubrania.
No, no, no... – Lottie zmierzyła mnie wzrokiem od góry, do dołu. – Jakże seksownie wyglądasz w moim stroju – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
Od teraz  jest mój.
Zeszłam na parter, śmiejąc się z pogróżek przyjaciółki. Stanęłam na korytarzu, rozglądając się dookoła. Czemu po domu chodziło tylu ludzi? Obok mnie stanęła Lottie i była zdezorientowana nie mniej niż ja.
Co do... – Nie dokończyła, ponieważ przed nami stanął wyszczerzony Alan, trzymający w rękach dwie zgrzewki piwa.
No, cześć laski! Rozkręcamy tę imprezę!
Alan, kochanie... Czy możesz mi powiedzieć, co do jasnej cholery ci ludzie robią u mnie w domu!? – Na początku mówiła bardzo cicho, jednak z każdym wyrazem ton jej głosu wzrastał i pod koniec już krzyczała.
Alan popatrzył się na dziewczynę zdezorientowanym wzrokiem, a ja z rozbawieniem przyglądałam się zaistniałej sytuacji.
No przecież to był wasz pomysł. – Próbował się bronić. – Powiedziałyście, że robicie PoolParty, to wam pomogłem. Zaprosiłem znajomych i znajomych moich znajomych, a oni zorganizowali napoje i wszystko co potrzebne.
Razem z Charlotte popatrzyłyśmy się na siebie, po czym wybuchłyśmy głośnym śmiechem.
Czasami nie bierz wszystkiego tak dosłownie misiaczku.
Blondynka puściła oczko do chłopaka, chwyciła mnie za rękę i wyprowadziła na podwórko. Po przekroczeniu progu, stanęłyśmy jak wryte. Nie spodziewałam się, że będzie, aż tyle ludzi! Charlie też była w niezłym szoku. Porównując ilość obecnych osób, można było śmiało stwierdzić, że to była impreza z tych reklam ciastek i innych artykułów spożywczych.
Nim się spostrzegłam, zostałam porwana, przez jakiegoś gościa do tańca. Uśmiechał się do mnie promiennie, na co odpowiedziałam tym samym. Muszę przyznać, że wyglądał nieziemsko. Był to szatyn z niebiesko-szarymi oczami i wąskimi malinowymi ustami. Jego brązowe włosy były zaczesane do tyłu, na rękach miał kilka tatuaży, a jego tors był umięśniony. Poruszałam się wraz z nim w rytm muzyki, a w oczach chłopaka dostrzegłam, że bardzo mu się to podoba.
Jak masz na imię?
Kaithleen, a ty?
Stanley. Też znasz Alan'a? Nigdy nie widziałem cię na jego imprezach.
Znam go, ale tylko i wyłącznie dzięki jego dziewczynie, Lottie. Przyjaźnie się z nią. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
Dalej już nie rozmawialiśmy. Piosenka się skończyła, więc grzecznie podziękowałam za wspólny taniec i przeszłam do Charlotte siedzącej przy jedynym nieobleganym stoliku.
Jak tam, co tam? – Dosiadłam się do niej i wzięłam do ręki napój, który mi podała.
Totalna porażka – powiedziała – chciałam się w spokoju wypluskać z tobą w basenie, poopalać, a teraz nie wiem, ani gdzie jest Alan, ani co ja tutaj robię. Najchętniej, to bym stąd poszła, tylko, to jest mój dom. – Westchnęła.
No to chodź – odrzekłam, a blondynka popatrzyła się na mnie jak na kosmitkę. – No co? Alan przecież zajmie się twoim domem, a u mnie też jest basen. – Uśmiechnęłam się szeroko.
Lottie pokiwała głową i wstałyśmy od stolika. Powoli udało nam się przecisnąć do środka, a następnie, bez żadnych komplikacji, udało nam się dojść, do pokoju niebieskookiej. Na stroje założyłyśmy nasze ubrania i wyszłyśmy z mieszkania.
Drogę pomiędzy naszymi domami pokonałyśmy, w godzinę. Tak, nie mieszkamy od siebie daleko, jednak szłyśmy przez park, a jak to mamy w zwyczaju, biegałyśmy pomiędzy drzewami, dużo gadałyśmy – ogólnie zajmowałyśmy się wszystkim, tylko nie kierowaniem się w stronę mojego mieszkania.
Kiedy wreszcie udało nam się dotrzeć do celu, otworzyłam drzwi i wpuściłam mojego gościa do środka. Od razu w salonie ściągnęłyśmy nasze rzeczy oraz nie czekając na nic, wyszłyśmy do ogrodu za domem, jednak ja wcześniej wyciągnęłam z szafki stojącej na korytarzu jeden z wielu koców.
Rozłożyłam go na trawie niedaleko basenu i dołączyłam do przyjaciółki, która już pływała.
I tak minęło nam całe popołudnie. Pluskałyśmy się w basenie, trochę poleżałyśmy na kocu, a na samym końcu zagrałyśmy w badmintona. Właśnie skończyłyśmy meczyk, który wygrała Lottie i już miałyśmy z powrotem wejść do basenu, lecz nagle niebo pociemniało. Muszę przyznać, że było duszno, ale nic nie wskazywało na to, że będzie pogorszenie pogody. Popatrzyłam się na przyjaciółkę, która miała coś do mnie powiedzieć, jednak deszcz zaczął padać i z piskiem pobiegłyśmy do domu.
Pierwsze, co zrobiłyśmy, to pozamykałyśmy wszystkie okna. Następnie zajęłyśmy się sobą. Na początku, ja zajęłam łazienkę. Wysuszyłam się, na moich mokrych włosach zrobiłam z ręcznika turban, ubrałam i gotowa wyszłam. Po mnie to samo uczyniła Lottie.
Ale lunęło, nie? – powiedziała, przekraczając próg salonu.
Nom. Nie spodziewałabym się, że może padać – przytaknęłam.
Co chcesz robić? – spytałam się Charlotte, która usiadła obok mnie na kanapie.
Może pooglądamy jakiś film?
To... może „Dwadzieścia siedem sukienek”? Bardzo go lubię. – Podałam Lottie opakowanie z płytą DVD w środku.
Blondynka wzięła je ode mnie, przeczytała opis i oddała. Uśmiechnęła się, kiwając głową, a ja bez słowa włożyłam płytkę do odtwarzacza. Ponieważ wiedziałam, że zanim zacznie się film będą jeszcze reklamy sponsorów, pobiegłam do kuchni, z której wróciłam niosąc dwie miski naszych ulubionych paprykowych prażynek. Jedną z nich podałam przyjaciółce, usiadłam obok niej i zaczęłyśmy oglądać.



Witam was, po rozdziale trzecim!
Piszcie wszystkie swoje przemyślenia o nim w komentarzach. ;)
Nie chcę wam za wiele zdradzać, dlatego napisze tylko tyle, że w rozdziale czwartym wydarzy się coś, czego się nie będziecie spodziewać.
Do następnego rozdziału!

1 komentarz:

  1. Jestem teraz w szpitalu i mam wiele czasu na czytanie, wièc trafiłam na twojego bloga i się zakochałam. Naprawdę wciąga! Szybko wszystko nadrobiłam i jestem już na bierząco, a teraz czekam na następny rozdział x Liczę też na to, że odwiedzisz mojego bloga z dość nietypowym opowiadaniem i Harrym until-dawn-fanfiction.blogspot.com Nie będę miała też nic przeciwko jeżeli poinformujesz mnie tam o nowym rozdziale :) Życzę weny! x

    OdpowiedzUsuń

Followers