27 lip 2015

3. Zagubiona dusza



Rozdział 3


 – Shay?! – krzyknąłem podekscytowany, a dziewczyna tylko cicho jęknęła. – Kochanie, wszystko będzie dobrze. Za siedem dni znów będziesz bezpieczna, obiecuję.
– Ashton, nie wiem czy dam radę – szepnęła takim tonem, który sprawił, że moje oczy natychmiast napełniły się łzami. Przestawała wierzyć, czułem to. – Boję się – dodała załamanym głosem.
– Musisz walczyć... musisz walczyć dla mnie, rozumiesz? Uratuję cię, nie pozwolę, żeby cokolwiek ci zrobili, po prostu bądź dzielna, ja zajmę się resztą.
– Idą, Ashton, idą! – krzyknęła, a w jej głosie słychać było strach.
– Nie poddawaj się. Obiecaj mi... obiecaj, że się nie poddasz – szepnąłem, bezsilnie opadając na łóżko.
– Obiecuję – odpowiedziała, a potem usłyszałem dźwięk kończący połączenie.
***
Stałem naprzeciwko lustra, a dłońmi poprawiałem krawat zawiązany wokół mojej szyi. Nie wyglądałem jak Ashton Irwin, którego każdy zna. Wyglądałem teraz jak marna kopia mnie, tyle że o wiele poważniejsza. Czarny garnitur doskonale pasował do mojej sylwetki i nawet mięśnie miałem lekko zarysowane. Burza loków nie była w tak wielkim nieładzie, aż sam się dziwiłem, że sprowadzenie moich włosów do takiej postaci jak teraz, jest w ogóle możliwe. Nie zastanawiałem się nad tym dłużej. Ostatni raz poprawiłem marynarkę i dopiero kiedy opuściłem wzrok w dół, zorientowałem się, że buty wciąż stoją obok mnie. Zirytowany uderzyłem w ścianę tuż obok lustra, po czym schyliłem się, aby pospiesznie nałożyć buty. Nie miałem już wiele czasu, a nie chciałem, aby ktokolwiek na mnie czekał. Bóg jeden wie, co by mi zrobili, gdybym nie pojawił się na czas. Szybko zawiązałem sznurówki czarnych butów, po czym ostatni raz przejrzałem się w lustrze, aż w końcu udałem się w kierunku drzwi, które kilka sekund później zamykałem na klucz. Nie trudziłem się, aby zjechać windą. Nigdy ich nie lubiłem, dlatego wybrałem schody.
Wydarzenia wczorajszego dnia odeszły już w niepamięć, a mój umysł w całości owładnięty był spokojem. Nie martwiłem się ewentualnym pójściem do więzienia, ponieważ Steve z samego rana zapewnił mnie o mojej niewinności. Starałem się nie myśleć o tym, co zrobiłem, ale nie da się tak po prostu zapomnieć o tym, że zabiło się człowieka. Pocieszała mnie tylko myśl, że był to Theo, a nie ktoś inny. Zaraz po rozmowie ze Stevem dostałem wiadomość odnośnie dzisiejszego zadania. Zastanawiałem się, czemu właściwie muszę naćpać jakiegoś ważniaka, ale z drugiej strony – nie przykładałem do tego dużej wagi. Co się ma stać to się nie odstanie.

Wsiadłem do samochodu, w którym już czekali na mnie wczorajsi znajomi. Przywitałem się z nimi, a potem przez krótką chwilę spoglądałem na drogę, aż wreszcie zacząłem zastanawiać się nad tym, jak czuje się Shay. Wyobrażałem sobie jak się uśmiecha; jak mówi do mnie słowa otuchy, bo tylko w taki sposób potrafiłem ją sobie wyobrazić. Nawet w myślach nie umiałem stworzyć obrazu cierpiącej dziewczyny, a przynajmniej, jeśli chodzi o nią.
– Co to za miejsce? – zapytałem, wyrywając swój umysł z głębokiego zamyślenia.
– Będą tam same szychy, to coś w rodzaju bankietu – odpowiedział Ron, a ja tylko pokiwałem głową.
– Więc jak wygląda ten, którego mam zwabić do samochodu?
Przesunąłem się nieco na środek, aby mieć lepszy widok na siedzących przede mną chłopaków. Steve po prostu wzruszył ramionami, ale Ron szybko wyjął ze schowka jakąś kopertę i mi ją dał. Oparłem się, a po chwili spoglądałem już na zdjęcie.
– Żartujecie?! – krzyknąłem zirytowany, ale zaraz potem się uspokoiłem.
– Nie – wtrącił Steve, zanim zdążyłem jeszcze coś dopowiedzieć.
– To przecież mój pierwszy szef. – Szeroko otworzyłem oczy, kiedy ponownie spojrzałem na zdjęcie.
– Jeszcze się nie nauczyłeś, że o to w tym chodzisz? Wykonujesz zadania, które dotyczą ciebie, twojej rodziny, znajomych i przeszłości. Ci ludzie nigdy nie będą przypadkowi – wyjaśnił Ron, na co tylko skinąłem głową.
– Amanda Stone – powiedziałem, a po chwili dodałem: – co ona ma ze mną wspólnego?
– Nie poznałeś jej? – Steve głośno się zaśmiał, powodując, że przez moje ciało przeszły dreszcze, bo był to jeden z tych śmiechów, których nie chcesz usłyszeć nigdy w swoim życiu.
– Gdybym ją znał to bym nie pytał – burknąłem, a on znów się zaśmiał.
– Szef miał nadzieję, że jak poznasz jej dane to się domyślisz. – Ron spojrzał na mnie, a po wyrazie jego twarzy wyczytałem, że mi współczuł. – Przypomnij sobie pierwszy rok szkoły.
Zamknąłem oczy i przeniosłem się do czasów, o których mówił. Nie były to najlepsze lata mojego dzieciństwa, ponieważ większość czasu spędzałem w zamkniętym pokoju sierocińca, w którym się wychowywałem. Trafiłem tam już jako małe dziecko, a z opowieści opiekunki wiem, że miałem wtedy tylko cztery lata. Nigdy nie powiedziała mi o okolicznościach, które przyczyniły się do tego, że się tam znalazłem i nigdy nie nalegałem, żeby mi to powiedziała. Wolałem żyć w niepewności. Przypomniałem sobie pierwszy dzień. Radosny szedłem wzdłuż chodnika, a opiekunka mocno ściskała moją dłoń, bojąc się, że mógłbym upaść. Od zawsze byłem niezdarą i potrafiłem się potknąć nawet o powietrze. Kiedy dotarliśmy na miejsce, kucnęła przede mną i pocałowała moje czoło, była dla mnie jak matka, której nie miałem. Pobiegłem kawałek i odwróciłem się, żeby zobaczyć jak macha, a potem z szerokim uśmiechem wbiegłem do budynku i wpadłem na mniejszą ode mnie dziewczynkę. Pisnęła i zaczęła płakać, ponieważ uderzyła twarzą w podłogę. Obok nas szybko znalazły się dwie kobiety, które później okazały się nauczycielkami. Zabrały dziewczynkę do pielęgniarki, a mnie do dyrektorki. Nigdy nie zapomnę miny Lorie, kiedy patrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem, ponieważ dopiero co do mnie machała, a po paru minutach musiała siedzieć ze mną w gabinecie dyrektorki. Przez całą powrotną drogę do sierocińca przepraszałem ją i zapewniałem, że nie było to specjalnie, a ona udawała, że mi wybacza. Wieczorem bałem się zasnąć, więc poszedłem do niej, a wtedy poznałem dziewczynkę, na którą wpadłem – Amanda Stone. Lorie wyjaśniła mi, że będzie chodziła do równoległej klasy co ja, mimo że jest młodsza. Wtedy nie potrafiłem tego zrozumieć, ale cieszyłem się, ponieważ chwilę później bawiliśmy się w świetlicy i była jedyną osobą, która rzeczywiście nie zwracała uwagi na dyktującego warunki Theo.
– Kłamstwo – zadrwiłem, powoli otwierając oczy. – To nie mogła być ona, przecież by mnie poznała – powiedziałem pewnym siebie tonem.
– Jakoś ty jej nie poznałeś – zażartował Ron, a Steve głośno się zaśmiał.
– Myślałem, że wyjechała. Przecież zawsze chciała to zrobić – szepnąłem i spojrzałem na Rona, który wydawał się bardziej pomocny niż Steve. – Wiecie coś o niej?
– Słuchaj...
– Ron! – krzyknął Steve ostrzegawczym tonem.
– To nie tak, że zdradzę coś o szefie.
– Racja, więc powiedz mu – przytaknął, a potem Ron odwrócił się twarzą w moją stronę.
– Więc? – ponaglałem go, wiedząc, że powoli zbliżamy się do celu, ponieważ Steve odpiął swój pas. Dziwiłem się, kiedy go zapinał, ale nic nie mówiłem, nie chcąc niepotrzebnych nieporozumień.
– Laska zaczęła żyć na własną rękę kilka miesięcy po tobie. Nie szło jej zbyt dobrze, ale wreszcie znalazła sposób na dobry zarobek, więc nie wyjechała. Cały czas była w tym pieprzonym mieście.
– Czyli przez cały ten czas była w Warwick i ani razu nie dała znać? To jakiś słaby żart – powiedziałem zirytowany, a chwilę później opuściłem samochód, kiedy się wreszcie zatrzymał i zacząłem kopać wszystko, co znalazło się w moim zasięgu.
– Ej stary, uspokój się. – Poczułem rękę Rona na moim ramieniu, ale szybko ją strzepnąłem i kontynuowałem poprzednią czynność.
Parę sekund później Steve skutecznie mnie obezwładnił i przyparł twarzą do maski samochodu, czekając aż się uspokoję. Będąc w takiej pozycji nie było to zbyt łatwe. Czułem nieprzyjemny ból w okolicach ramion, ponieważ moje ręce wykrzywione były do tyłu, a ciało Steve'a dosłownie przygniatało moje, przez co ciężko mi się oddychało, a złość ani trochę nie schodziła.
– Jakim cudem wypuścili ją kilka miesięcy po mnie, skoro była o wiele młodsza i nie osiągnęła wtedy odpowiedniego wieku?! – krzyczałem zirytowany, a Steve tylko bardziej mnie dociskał do samochodu.
– Masz minutę, żeby się uspokoić i trzy, żeby wejść do klubu – poinformował mnie, po czym puścił moje ręce i odszedł kawałek. 
Pozostałem w takiej samej pozycji, z tą tylko różnicą, że rozłożyłem ręce wokół głowy. W ciszy odliczyłem do trzydziestu, a potem wstałem i poprawiłem marynarkę oraz włosy, a kiedy uznałem, że byłem gotowy, powoli zacząłem iść w stronę klubu.
– Gdzie będziecie czekać? – zapytałem, zanim zniknąłem za drzwiami wejściowymi. Dziwiłem się, że nie stał tu żaden ochroniarz. Być może ten klub nie słynie z chuligaństwa.
– Dokładnie tutaj – oznajmił Steve. – To tylne wejście – dodał po krótkiej chwili, na co skinąłem głową i wszedłem do środka.
Chwilę mi zajęło zanim rzeczywiście byłem w centrum klubu. Musiałem przeciskać się przez korytarze, które swoją szerokością nie powalały na kolana. Momentami czułem jak na moją twarz przyczepia się pajęcza sieć. To oznaczało, że nikt nie przechodził tędy od dobrych kilku miesięcy, a może i nawet od początku istnienia tego miejsca? Kiedy w końcu udało mi się dotrzeć do zatłoczonego serca klubu, od razu przecisnąłem się do baru, gdzie zamówiłem dwa mocne drinki. Dopiero kiedy je dostałem, postanowiłem rozejrzeć się, aby odnaleźć Erica, jednak dosyć szybko zaprzestałem tej czynności, ponieważ zorientowałem się, że nikogo nie ma wokół baru, więc mogę spokojnie dosypać proszki do drinka, który mu wręczę. Szybko wyjąłem woreczek z kieszeni spodni i rozerwałem go, żeby bezproblemowo wsypać całą zawartość. Ron oznajmił mi, że to w zupełności wystarczy, aby odleciał, a ja chciałem jak najszybciej stąd wyjść, więc nie było powodu, dla którego nie miałbym wsypać całości za jednym razem. Ponownie rozejrzałem się po klubie, tym razem uważniej zwracając uwagę na każdą twarz, aż wreszcie udało mi się wypatrzeć osobę, którą szukałem. Chwyciłem oba drinki i pewnym krokiem udałem się w jego kierunku. Siedział przy stoliku z kilkoma skąpie ubranymi dziewczynami, które pracowały tutaj jako dziewczyny do towarzystwa. Nie chodzi o to, że były dziwkami, one po prostu umilały czas tępym biznesmenom, których znudziło siedzenie w domu ze swoimi żonami i dziećmi. Nie puszczały się za kasę, ponieważ to nie o to chodziło, kiedy miałem na myśli umilanie czasu. Ich zadaniem było zapewnienie im rozrywki poprzez taniec, nic więcej.
– Eric – powiedziałem z uśmiechem na twarzy, zwracając jego uwagę na siebie. – Dawno się nie widzieliśmy – dodałem po chwili, kiedy wskazałem głową na trzymany w dłoni drink. – To oznacza, że musimy wypić za to spotkanie.
– Ashton! – krzyknął radośnie i szybko wstał, aby mnie przytulić. Nieważne jak gejowsko to brzmiało – Eric lubił przytulać facetów.
– Do dna! – Podałem mu właściwego drinka, po czym zderzyliśmy się szklankami i wypiliśmy do samego końca.
– Co tu robisz? – zapytał, kiedy siadając obok niego, przepędziłem dziewczyny.
– Moja narzeczona wyjechała, więc postanowiłem się zabawić – skłamałem, a on tylko przytaknął, upewniając mnie w tym, że łyknął kłamstwo.
– Więc masz narzeczoną? – Oparł się o fotel i skrzyżował ręce, a jego brew uniosła się do góry, co oznaczało, że naprawdę był zainteresowany tym tematem.
– Shay – odpowiedziałem, szeroko się uśmiechając. – Pamiętasz ją? Była na każdej imprezie firmowej.
– Ach tak, pamiętam. Ta dziewczyna umiała rozruszać towarzystwo. – Zaśmiał się, a ja mu wtórowałem. – Więc gdzie wyjechała?
– Miała jakąś sprawę rodzinną, nie chciała zdradzać szczegółów, a ja nie wnikałem. Ufam jej, więc wiem, że nie kłamała. Poza tym zawsze wiem, kiedy to robi, bo wtedy zabawnie marszczy nos.
– Naprawdę ją kochasz – powiedział z lekkim uśmiechem, pochylając się nieco do przodu.
– Nie wyobrażam sobie życia bez niej – odpowiedziałem całkiem szczerze i dopiero potem uświadomiłem sobie, że proszek zaczął działać. – Eric, wszystko w porządku? – zapytałem, łapiąc go mocno za ramię, ponieważ właśnie przechylał się do przodu.
– Chyba muszę zaczerpnąć powietrza – powiedział na kilku wdechach, a ja od razu wstałem i złapałem go pod ramię, aby pomóc mu wyjść.
– Wyprowadzę cię – oznajmiłem.
Trzymałem Erica blisko siebie, a lewą ręką torowałem sobie przejście, aby jak najszybciej dostać się do drzwi, którymi tu wszedłem. Kątem oka widziałem podejrzane spojrzenia dziewczyn, które tutaj pracowały, ale nie zamierzałem się nimi przejmować. Kiedy dotarłem do ciasnego korytarza, głośno westchnąłem, ponieważ nie było mowy o tym, że przejdę nim, mając przy swoim boku Erica. To było niemożliwe, ten korytarz był zbyt ciasny.
– Eric, musisz iść kawałek sam – powiedziałem donośnym głosem, ale jego ciało stało się bardziej bezwładne, co oznaczało, że właśnie odleciał. – Kurwa! – zakląłem, po czym oparłem go o ścianę i szybko pobiegłem w kierunku drzwi.
– Co ty tu robisz? – Steve podszedł do mnie z zamiarem uderzenia, ale Ron mu przeszkodził.
– Ten korytarz jest za ciasny, a Eric już śpi, nie wyjdę mając go obok siebie, bo tak jak już mówiłem, korytarz jest za ciasny – oznajmiłem, a Steve kiwnął głową i rozkazał Ronowi pójść ze mną.
Po krótkiej chwili wspólnie z Ronem staraliśmy się ostrożnie posadzić Erica w samochodzie na tylnym siedzeniu, ale było to raczej niemożliwe, ponieważ jego głowa ciągle się o coś obijała. Kiedy wreszcie się udało, zapiąłem jego pas, aby jego ciało nie latało przy każdym zakręcie i szybko zająłem swoje miejsce. Byłem ciekawy tego, co teraz się stanie.
– Gdzie jedziemy? – zapytałem, ale w odpowiedzi otrzymałem ciszę. – Okej, rozumiem, tajemnica! – zadrwiłem, przez co Ron cicho się zaśmiał, ale szybko skończył, ponieważ Steve właśnie patrzał na niego niezbyt miłym spojrzeniem.
Chciałem skupić się na drodze, poprzez patrzenie się w szybę, ale wokół panowała ciemność, więc jedyne co widziałem to światła mijających nas samochodów.
Kilkanaście minut później pojazd się zatrzymał, a Steve powiedział Ronowi, aby zajął się Ericiem. Czy Ron jest tutaj od wykonywania zadań, a Steve od dyktowania warunków? Zaśmiałem się, przez co poczułem pięść na swojej twarzy i postanowiłem się uspokoić. Steve mocnym szarpnięciem wyciągnął mnie z samochodu i na prawą rękę nałożył kajdanki, a drugą stronę zapiął wokół płota. Zastanawiałem się, czemu to zrobił, ale prawdopodobnie była to część planu ich szefa.
– Obiecuję, że teraz będzie mało zabawnie – powiedział poważnym tonem, a zaraz potem rozbłysło mocne światło i mogłem dostrzec siedzącego na krześle Erica.
Rozejrzałem się dookoła, aby dostrzec jakieś lampy albo chociażby reflektory, ale nic takiego nie znalazłem. Spojrzałem znów na Erica i wtedy dopiero zauważyłem, że obok niego był ustawiony podłużny stolik z dziwnymi narzędziami, które – całkiem szczerze – nie wyglądały zbyt miło.
– Co będą mu robić? – zapytałem, kiedy Ron stanął obok mnie.
– Cierpliwości – odpowiedział ze spuszczoną głowę.
Kilka sekund później pojawił się jakiś koleś w czarnym stroju, a moje serce natychmiast zaczęło bić szybciej, ponieważ naprawdę się bałem. Obserwowałem jak zakłada rękawiczki – również czarne, a potem przesuwał dłonią po stoliku, aż wreszcie chwyta między palce siekierę. Otworzyłem szerzej oczy, bo teraz bałem się jeszcze bardziej niż chwilę temu. Mężczyzna wolno podszedł do Erica i przejechał narzędziem po jego twarzy, po czym wziął zamach i uderzył w jego rękę, prawdopodobnie odcinając dłoń, co po sekundzie zostało potwierdzone, ponieważ zobaczyłem jak dłoń upada na ziemię. Zacząłem się szarpać, chcąc jakoś uratować Erica przed tym losem, ale nie mogłem nic zrobić, ponieważ sam byłem przypięty do płotu.
– Oszaleliście! – krzyknąłem w złości, wciąż próbując wyszarpnąć jakoś rękę.
Usłyszałem szaleńczy śmiech mężczyzny, kiedy odkładał siekierę na miejsce, z którego ją wziął. Przez chwilę zastanawiałem się, co teraz zrobi, ale nie trwało to długo, ponieważ szybko dostałem odpowiedź. W międzyczasie Eric wybudził się już ze swojego stanu i teraz rozpaczliwie wrzeszczał przez zadawany mu ból. Facet chwycił coś, co wyglądało jak nóż i ponownie podszedł do Erica. Chwycił jego rękę, którą chwilę temu nieco skrócił i tym razem zaczął zdzierać z niego skórę. Skrzywiłem się, czując jak wnętrzności podchodzą mi do gardła, gdy rzeczywiście uświadomiłem sobie, co dzieje się przed moimi oczami.
– On jest chory – syknąłem, a Ron odwrócił się do mnie twarzą, prawdopodobnie nie chcąc już oglądać tego popieprzonego widowiska. Dosłownie sekundę później Steve zrobił to samo, ale ja nie mogłem, ponieważ kiedy tylko spróbowałem to zrobić od razu mnie powstrzymali.
– Puśćcie go! – krzyknąłem, kopiąc w płot znajdujący się za mną.
– Ciesz się, że tobie tego nie robi.
– Ty pieprzony pojebie! Sobie zdzieraj skórę, a nie komuś! –  wrzeszczałem z całych sił, powodując, że tamten facet jedynie głośno się śmiał.
Kiedy skończył zrywać skórę z rąk Erica, powrócił do siekiery i tym razem odciął drugą dłoń. W pewnym momencie krzyki Erica stały się jeszcze głośniejsze, ponieważ – kurwa – niesamowicie cierpiał. Facet pokiwał głową i zaśmiał się, gdy ponownie brał nóż. Zawołał jakiegoś swojego kolegę, który wziął się tu dosłownie znikąd i rozkazał mu, aby szeroko otworzył buzię Erica. Wiedziałem już co się stanie, więc po prostu zamknąłem oczy, kiedy oni odcinali mu język.
– Po prostu już go zabij! – krzyknąłem, gdy nastała cisza. Facet spojrzał na mnie, a potem na swojego towarzysza i przecząco pokiwał głową.
Nie potrafiłem już dłużej na to patrzeć, więc po prostu stałem tam ze spuszczoną głową i zamkniętymi oczami, co o dziwo nie przeszkadzało ani Steve'owi, ani Ronowi, ponieważ już więcej nie zmuszali mnie do tego, bym przyglądał się temu wszystkiemu. Mijały minuty, a w myślach odliczałem sekundy, chcąc wiedzieć jak długo to trwało. Równo po dwudziestu-dwóch minutach Ron oznajmił mi, że to już koniec, a Steve odpiął kajdanki, więc mogliśmy wsiąść do samochodu i tak zwyczajnie odjechać, udając, że nic się tu nie stało. Wsiadając, przelotnie spojrzałem na Erica, którego ciało nie przypominało ciała, a krew i odcięte fragmenty były dosłownie wszędzie.  

I jak się podoba? Mam nadzieję, że nie jest zbyt... hm, okropnie? Za tydzień będzie już nieco spokojniej, ale akcja wciąż nie opadnie. :)

1 komentarz:

  1. To było genialne z zarazem obleśne haha dziewczyno masz talent ja bym tak tego wszystkiego nie opisała tak dobrze na początku czułam się niekomfortowo ale przeszło mi rozdział świetny lepszy nie mógł być ! Powodzenia w dalszym pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Followers