10 sie 2015

5. Zagubiona dusza


Rozdział 5


Początkowo poczułem tylko mocno wstrząśnięcie za ramię, ale chwilę później nic już nie było wyraźne i nie potrafiłem stwierdzić, czy wciąż znajduję się w moim mieszkaniu. Ciemna opaska mocno zaciskała się wokół moich oczu i czułem tylko to, że ktoś usilnie stara się zaprowadzić mnie do swojego samochodu. Kim była ta osoba? Czy to Steve lub Ron? Przecież mogli mi zwyczajnie powiedzieć, że mam z nimi wyjść, więc cała ta szopka nie miałaby miejsca, ale oni musieli zrobić coś takiego.
– Steve? – zapytałem niepewnie, ale nie uzyskałem żadnej odpowiedzi oprócz ciszy i uderzeń butów.
Nie zaniepokoiłem się, było mi to nawet na rękę, że ktoś stara się mnie zlikwidować. To oznaczało, że nie musiałbym wracać do domu i martwić się o to, jakie będzie moje kolejne zadanie. Jeśli ktoś chciał mnie zabić, proszę bardzo. Błagam tylko o to, żeby zabili też potem Shay, więc będziemy mogli być znów razem.
– Ron? – syknąłem, gdy usłyszałem czyjś oddech gdzieś blisko mojej twarzy.
Chwilę później uderzyłem głową w samochód, ponieważ ktoś nieumiejętnie pchnął mnie, żebym wsiadł do środka, ale nie spowodowało to, że zemdlałem. Wręcz przeciwnie, czułem się teraz jeszcze bardziej obudzony i podobało mi się to. Zaczynałem świrować, korciło mnie, żeby ściągnąć opaskę z oczu, ale wtedy ktoś znów mnie pchnął, przez co się przesunąłem i czyjeś ciało usiadło tuż obok mojego, więc nie mogłem tego zrobić.
– Ta zabawa mi się podoba – powiedziałem, po czym się za śmiałem, a gdzieś z przodu usłyszałem głośne parsknięcie i mogłem już stwierdzić, że to Ron. – Nie mogliście po prostu powiedzieć, że czeka nas wspaniała wyprawa w nieznane? Przespałbym się i zaoszczędzilibyście sobie tego cyrku z opaską na oczach.
– Zamknij się! – wrzasnęła osoba siedząca obok mnie.
Ten głos był zupełnie obcy, nigdy wcześniej go nie słyszałem, więc zacząłem podejrzewać, że skład osób zajmujących się mną uległ nieco zmianie. Nie przeszkadzało mi to, ale nie wiedziałem, na ile mogę sobie pozwolić w obecności nowej osoby. Steve'a i Rona dosyć dobrze już poznałem i wyczułem jakie zachowanie im przeszkadza, dlatego wiedziałem czego unikać. W tej sytuacji wszystko powracało do początku i zacząłem czuć się tak, jakbym był uwięziony w małym pudełku bez możliwości wyjścia. Nie pasowało mi to.
– Gdzie jedziemy? – spytałem po kilku minutach ciszy, ale nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
Zacząłem się nudzić, więc celowo wyginałem swoje palce, strzelając kośćmi z ogromną nadzieją, że to kogoś wkurzy i moje pytanie dłużej nie pozostanie olane. Uśmiechałem się, nucąc pod nosem znaną tylko mi piosenkę. Miałem ochotę się śmiać, gdy słyszałem szybsze i głośniejsze oddychanie osoby siedzącej obok mnie. To było naprawdę zabawne.
– Czy on zawsze jest taki irytujący?! – krzyknął, uderzając dłonią w fotel, co mogłem stwierdzić po lekkim ugięciu się siedzenia. Głośno się zaśmiałem, wtórując Ronowi.
– Przeważnie – odpowiedział Steve, a samochód nagle gwałtownie się zatrzymał, przez co poleciałem do przodu, uderzając twarzą w siedzenie Rona. Żałowałem, że nie zapiąłem pasów, ale nigdy tego nie robiłem, więc byłem pewien, że sytuacja taka jak ta, nigdy się nie zdarzy, a jednak byłem w błędzie.
– Kurwa – syknąłem, pocierając bolące miejsce na czole. Jestem świadomy tego, że za parę dni będzie tam siniak.
– Może to cię czegoś nauczy.
– Max, skończ – skomentował Steve, a ja aż uniosłem brwi, ponieważ on naprawdę stanął jakby w mojej obronie.
Poczułem mocne szarpnięcie, spowodowane zdjęciem opaski i przez chwilę nie potrafiłem przyzwyczaić się do panującej jasności. Zmrużyłem oczy, które chwilę później potarłem, aż wreszcie obraz nie sprawiał mi problemu. Od razu spojrzałem na Maxa, który wyglądał jakby nie cieszył się z faktu, że musi tu być. Podzielałem jego zdanie, też wolałbym być gdzieś indziej.
Max wyglądał na chłopaka w moim wieku, chociaż mogłoby się zdawać, że jest odrobinę młodszy, mimo że strasznie przypakowany. Byłem pewien, że jechał na sterydach, innej opcji nie brałem pod uwagę. Swoim wyglądem nie pasował do Steve'a i Rona. Odstawał od nich i to był jedyny wniosek, jaki mogłem stwierdzić, ponieważ dosyć szybko zaczęło mu przeszkadzać moje spojrzenie. Odwróciłem głowę, żeby rozejrzeć się po miejscu, w którym byliśmy.
– Nie ścigam się – prychnąłem, napotykając wzrokiem garaż, w którym znów stał mój motor.
– Nie o to chodzi – odpowiedział Ron, po czym wysiadł z samochodu i otworzył moje drzwi.
– Więc założyliście na moje oczy opaskę, żeby wywieść mnie w miejsce, które znam? – zapytałem, głośno się śmiejąc, jednocześnie wychodząc z samochodu.
– Nie o to chodzi – powtórzył Max, kiedy stanął obok mnie.
Lekko kiwnął głową wskazując na bagażnik, a ja już się domyślałem, że ktoś tam jest. Ktoś, kto pomoże mi wykonać dzisiejsze zadanie. Steve wolno podszedł i otworzył drzwi, więc podszedłem do niego i szeroko otworzyłem oczy, gdy zobaczyłem pobitą kobietę leżącą w środku. Jej ręce były skrępowane za plecami, nogi mocno związane tak mocno, że sączyła się krew, a usta zakryte srebrną taśmą. Wzdrygnąłem się, mimo że już nie raz miałem do czynienia z takimi sytuacjami. Steve złapał ją za ramię i gwałtownym ruchem pociągnął ku górze.
– Kto to? – zapytałem, ale on tylko wzruszył ramionami i kontynuował swoje czyny.
W spokoju przyglądałem się jak ciągnie bezwładne ciało kobiety, którą później rzuca na krzesło. Zastanawiałem się, skąd się tam wzięło, ale domyślałem się, że Max albo Ron je tam ustawili. Steve obwiązał kobietę jakimś sznurkiem wokół pasa i przywiązał ją z tyłu krzesła. Kurczowo starałem się zrozumieć jakie będzie moje zadanie, ale im dłużej myślałem, kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy. Stanąłem obok Rona, który uważnie wpatrywał się w czyny Steve'a. Chciałem z nim porozmawiać, ale gdy tylko uchyliłem usta, gestem ręki od razu mnie uciszył.
– Twoje zadanie – powiedział ozięble Ron, gdy Steve wraz z Maxem wsiedli do samochodu, podając mi małą, zgiętą kartkę. Szybko ją rozłożyłem i wczytałem się w treść.
Załatw ją. Spraw, żeby cierpiała. Powiedz jej kim jesteś, a wtedy śmierć będzie ciekawsza. Dowiedz się, kim jest, a potem ją zabij. Zrób wszystko co musisz, żeby powiedziała Ci prawdę... a to nie będzie łatwe, Malia nie lubi mówić.
– Czy ona śpi? – warknąłem, zatrzymując Rona przed wejściem do samochodu. Skinął głową, a potem trzasnął drzwiami, zostawiając mnie z milionem pytań. – To jakiś pieprzony żart! – krzyknąłem, kopiąc jakiś kamień, który leżał pod moją stopą.
Podszedłem do kobiety i mocno nią szarpnąłem, powtarzając ten czyn dopóki się nie obudziła. Nie trwało to długo, ale też nie stało się to jakoś szybko. Gwałtownym ruchem zerwałem taśmę z jej ust, sprawiając, że krzyknęła z bólu i skrzywiła usta. Chciało mi się śmiać, kiedy doszło do mnie, że to rzeczywiście sprawiło jej ból. Ona nawet nie wie, co spotkało inne osoby, więc niech się cieszy, że nie jest na ich miejscu.
– Kim jesteś? – zapytała niepewnie, a ja pokiwałem głową, wyrażając niezadowolenie, dodatkowo lekko się przy tym uśmiechałem.
– Nie o to chodzi w tej zabawie – powiedziałem, kucając naprzeciwko niej. Nie martwiłem się tym, że mogłaby mnie kopnąć, ponieważ zaraz po tym jak Steve przywiązał jej ciało, upewnił się, żeby przywiązać też nogi. – Malia – szepnąłem, a ona szeroko otworzyła oczy, rozbawiając mnie swoim zachowaniem.
– Czego chcesz? – zapytała, co bardziej przechodziło w krzyk błagający o ratunek.
– Prawdy – odpowiedziałem, po czym wstałem i podszedłem do samochodu. Zauważyłem, że Ron jako jedyny faktycznie interesował się tym, co się teraz działo. – Macie jakiś nóż, pistolet, cokolwiek? – spytałem, kiedy szyba od strony pasażera została opuszczona.
– Kiedy stałeś się taki męski, Irwin? -- zażartował Max, ale mnie to tylko rozzłościło. Spojrzałem na niego spod przymrużonych powiek, starając się zignorować buzujące wewnątrz emocje.
– Stary, tym razem musisz poradzić sobie bez tego – oznajmił Ron. Oficjalnie przegrałem, czuję to. Skinąłem głową i powróciłem do siedzącej kobiety, której twarz w całości była już pokryta łzami.
– Zagrajmy w grę. – Skrzyżowałem dłonie na klatce piersiowej, a ona prawie niezauważalnie pokiwała głową, więc kontynuowałem: – Zadam ci kilka pytań, na które musisz odpowiedzieć tak, jak ja tego chcę. Błędna odpowiedź będzie oznaczać twoją porażkę, rozumiesz? – Znów pokiwała głową. – Zacznijmy od prostego pytania: jak się nazywasz?
– Malia – odpowiedziała, a w jej głosie wyczułem zawahanie.
– To już wiem – burknąłem. Poruszyła się na swoim miejscu, dzięki czemu wpadłem na genialny pomysł. Podszedłem do niej i zdarłem z niej ciuchy. Trochę mi to zajęło, ale ostatecznie wiedziałem, że jej psychika ucierpiała.
– Ross. Malia Ross! – krzyknęła, schylając się w dół, chcąc ukryć swoje nagie ciało.
– Kłamiesz – powiedziałem pewnym głosem.
Przez chwilę stałem i po prostu patrzyłem na nią, starając się w myśląc dojść do tego, kim mogłaby dla mnie być. Nie przypominałem sobie żadnej osoby o tym imieniu i nazwisku, co potęgowało we mnie jeszcze większe pokłady złości. Postanowiłem zrobić to samo co wczoraj.
– Wcześniej nazywałam się Malia Irwin, zmieniłam nazwisko kiedy wzięłam ślub – szepnęła, przez co moje oczy nieco się rozszerzyły.
– Ashton Irwin. – Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami i wiedziałem już, że mamy ze sobą coś wspólnego. Teraz tylko musiałem dowiedzieć się co.
– Skąd go znasz?
– Mamy niedokończony biznes – skłamałem. Malia ponownie opuściła głowę w dół, jakby unikając mojego natarczywego spojrzenia. – Gdzie go znajdę?
– Nie wiem – odpowiedziała, zaciskając mocniej uda.
Zauważyłem na jej brzuchu jakąś bliznę, która wyraźnie przebiegała pod brzuchem. Zastanawiałem się, czy kiedyś urodziła jakieś dziecko i czy teraz to dziecko może stracić jednego z rodziców. Przez to co przeszedłem, od zawsze byłem wyczulony na tego typu sytuacje. Gwałtownie złapałem ją za włosy, podnosząc głowę do góry, a następnie szybkim ruchem zadałem jej cios prosto w policzek. Krzyknęła, kiedy moja pięść zderzyła się z jej twarzą.
– Jak blisko jesteście? – Uniosłem nieco brwi, mocniej szarpiąc za jej włosy.
– Nic o nim nie wiem. Nie znamy się! – powiedziała przez zaciśnięte zęby.
Słysząc jej słowa odsunąłem się i odwróciłem, ale nie trwało to długo. Chwilę później ponownie uderzyłem w jej twarz, po czym ścisnąłem szyję i mocno pchnąłem do tyłu, więc prawdopodobnie uderzyła głową w ziemię.
– Bez powodu nie macie tego samego nazwiska. Kim dla ciebie jest?! – wrzasnąłem, stając na jej brzuchu. Traciłem zmysły i kontrolę, ale mimo tego wciąż trzymałem się treści zadania. Nie odbiegałem od niego ani trochę. Koleś kazał mi ją torturować, a potem zabić, więc właśnie to robię.
– On... – zaczęła, ale zamilkła. Zirytowałem się i mocniej nacisnąłem na jej brzuch, przez co szeroko otworzyła usta, chcąc zaczerpnąć powietrza.
– Nie słyszę – wysyczałem, patrząc się w niebo.
– Ashton... To... Mój... Syn – powiedziała z dużymi przerwami.
Kiedy wreszcie dotarło do mnie, czego się dowiedziałem, nie potrafiłem już nad sobą zapanować. Nie obchodziła mnie płynąca z jej głowy krew. Nie obchodziły mnie jej krzyki i błagania. Skupiłem się tylko na tym, żeby zadać jej ból. Taki, którego jeszcze nigdy nie czuła. Złapałem za jej włosy i mocno pociągnąłem do góry, a kiedy ponownie siedziała, zacząłem zadawać jej silne ciosy, które lądowały wszędzie; na twarzy, na klatce piersiowej, dosłownie na całym ciele.
– Nigdy nie nazywaj mnie swoim synem! – wysyczałem prosto w jej twarz, kiedy na chwilę się uspokoiłem.
Zauważyłem, że kolejny raz szeroko otworzyła oczy, ale zignorowałem to. Ponownie ją pchnąłem, starając się zrobić to jak najmocniej. Widziałem jak na mnie patrzy, a potem tak po prostu zamknęła oczy. Nie wiedziałem, czy zemdlała. Nie obchodziło mnie to. Zacząłem kopać jej ciało, chcąc jak najszybciej to skończyć. Miałem zamiar zrobić wszystko, co pomogłoby wymazać obraz jej twarzy z mojej głowy. Po tym co mi zrobiła, nie zasługiwała na to, by kiedykolwiek jeszcze nazwano ją matką. Nie była nią.
Ostatnie kopnięcie jakie jej zadałem, trafiło prosto w głowę. Sekundę później zostałem odciągnięty przez Maxa, ale wtedy jeszcze nie zwracałem uwagi na to, co robię. Zadawałem mu ciosy, wyobrażając sobie, że to Malia, a nie on. Próbowałem wyładować resztki negatywnych emocji i o dziwo udało mi się. Poczułem ulgę dopiero w momencie, w którym Steve zadał mi niewyobrażalnie mocny cios w twarz. Odchyliłem głowę, przyglądając się ciału Malii. Należało jej się.
– Powiedz, że nie żyje. – Spojrzałem na Rona, który tylko kiwnął głową, podczas gdy przygotowywał worek do zapakowania ciała. Był taki sam jak wczoraj i przez chwilę pomyślałem, że to ten sam, w którym była Cheyenne.
– Brawo, Irwin. – Max poklepał mnie po ramieniu i lekko pchnął w stronę samochodu, zachęcając bym tam wszedł, więc to zrobiłem.
Zamknąłem drzwi i oparłem głowę o szybę, podczas gdy reszta wykonywała swoje zadanie. Gdy wreszcie ruszyliśmy, przymknąłem oczy, starając się doprowadzić oddech do normalności. Czułem, że moje dłonie ciągle się trzęsą, kiedy krew Malii na nich zasychała. Nie rozumiałem jak to możliwe, że spotkanie z bliskimi wywoła we mnie takie emocje. Shay nie byłaby zadowolona, gdyby dowiedziała się, kim się stałem. Mam tylko nadzieję, że mi wybaczy i zrozumie, że robiłem to dla jej dobra. W innym wypadku będę skończony.
Otworzyłem oczy w momencie, w którym Steve wjechał do podziemi, a Max nakazał mi wyjść. Dziwiłem się, czemu idzie za mną do mieszkania, ale jakoś szczególnie się na tym nie skupiałem. Przekręciłem klucz w zamku i otworzyłem drzwi, a potem od razu udałem się do łazienki, w której zmyłem z siebie cała krew. Słyszałem, że Max robi coś w salonie, ale to nie sprawiło, że przyśpieszyłem swoje czyny. Musiałem pozbyć się jej krwi z całego mojego ciała, a także z ubrań, a na to był tylko jeden sposób. Zrzuciłem cichy z siebie i na razie włożyłem je do miski. Powoli przeszedłem do salonu, gdzie ubrałem byle jakie dresy i wreszcie skupiłem się na Maxie. Gestem dłoni wskazał mi, abym usiadł na łóżku, tuż obok niego. Zrobiłem to, a on wtedy wskazał na telewizor.
– Szef ma dla ciebie jakieś nagranie w nagrodę. Mówił, że w ten sposób chce ci wynagrodzić to, co już zrobiłeś – oznajmił, a ja skinąłem głową i czekałem aż włączy.
– Widziałeś to? – zapytałem. Wzruszył ramionami, po czym spojrzał na mnie.
– Tylko szef wie, co tam jest. Ja tu jestem od pokazania.
– Włączaj – nakazałem, a wtedy Max uniósł pilot i wcisnął odpowiedni przycisk.
Na ekranie pokazał się jakiś pokój, w którym praktycznie nic nie było. Nic, oprócz leżącej na łóżku Shay. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie jak bardzo uwielbiała spać. Przez kilka sekund kamera była skierowana prosto na nią, ale potem stało się coś, czego nigdy w życiu sobie nie wyobrażałem. Obok łóżka pojawił się jakiś facet, jego twarz celowo była zakryta i domyślałem się, że to szef. Patrzałem jak zrzuca koc z Shay, a jej ciało nagle jest całe nagie. Szeroko otworzyłem oczy, nie dowierzając temu, co widziałem. Uderzył ją w twarz, a kiedy się obudziła, usiadł na niej okrakiem i dłonie związał nad jej głową. Nie podobało mi się to. Nie mogłem jej pomóc, mogłem tylko patrzeć na to jak próbuje się spod niego wydostać; jak krzyczy i błaga o to, że przestał; jak płacze z bezsilności. A on nie przejmując się niczym, zwyczajnie dotykał jej ciała, czasami zadając jakiś cios. Za każdym razem czułem mocne ukłucie w sercu. Odkąd tylko zostaliśmy parą, obiecywałem, że nikt nigdy jej nie skrzywdzi, a teraz to się działo. Nie dotrzymałem słowa i zawiodłem ją, jestem tego pewien.
– To jakiś pieprzony żart! – wrzasnąłem, kopiąc nogą w stojący obok stolik.
Spojrzałem na Maxa, który oglądał to wszystko z otwartą buzią i szeroko otworzonymi oczami. Albo był dobrym aktorem, albo rzeczywiście pierwszy raz ogląda ten film, co oznacza, że nie miał pojęcia o tym, co tam było. Ponownie przeniosłem wzrok na telewizor. Ten frajer dobierał się do jej ciała z taką lekkością i nikt nawet nie próbował jej pomóc. Nie miałem sił, żeby to oglądać. To zdecydowanie za wiele. Kiedy tylko ją uratuję, odpowie za każdą wyrządzoną jej krzywdę i głównie za ten gwałt.
– Przesadził. – Usłyszałem głos Maxa, a moja podświadomość przyznała mu rację.
– Wyłącz to – rozkazałem. Chłopak szybko zrobił to, co chciałem. Oboje w tym samym czasie pokręciliśmy głowami, nie dowierzając temu wszystkiemu. Nie zwróciłem uwagi, kiedy Max podszedł, żeby zabrać płytę, a potem wyszedł, zostawiając mnie całkiem samego. 

1 komentarz:

  1. Rozdział megaaa nie sądziłam że Asthon może zabić swoją matkę a jednak ale z drugiej strony nie dziwię mu się
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział życzę weny i pa :)

    OdpowiedzUsuń

Followers